6 września 2010

Wisława Szymborska, czyli nie jesteś sam

...

Juliusz Kurkiewicz, Joanna Szczęsna 2010-08-03

Tomem wierszy Wisławy Szymborskiej zamykamy prezentację dwudziestu książek nominowanych do nagrody Nike 2010. Ogłoszenie finałowej siódemki 3 września

Tutaj, Wisława Szymborska, Znak, Kraków

Dziewiętnaście wierszy Wisławy Szymborskiej z tomu "Tutaj" nie zaskakuje (co zdążyli już zarzucić poetce niektórzy recenzenci), zbudowanych jest z tych samych co zawsze ingrediencji. Ich lekturę można porównać do wizyty w znajomym miejscu, które nie straciło nic ze swojego czaru, ambiwalencji, zagadkowości.

Wbrew skromności i żartobliwości tej poezji jej program jest maksymalistyczny. Szymborska usiłuje opowiedzieć przygodę naszego bycia "tutaj" - na ziemi. W wierszu tytułowym odwraca stereotypowe proporcje rozpaczy i zachwytu, przewrotnie sięga po argumenty za byciem tutaj. Pisze o niszczycielskich żywiołach, które jednak "męczą się łatwo", o wojnach, "między którymi zdarzają się przerwy" , i o darmowej wycieczce "w karuzeli planet", którą oferuje nam Ziemia. W wierszach "Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach" i "Kilkunastoletnia" docieka zagadki tożsamości, pytając o to, czy liczba form w naturze jest ograniczona, a my, nic o tym nie wiedząc, nosimy twarze Konfucjusza albo Semiramidy, a także o to, co łączy ją - kilkunastoletnią dziewczynkę, z nią - starą poetką. W "Trudnym życiu z pamięcią" pisze o żarłoczności wspomnień zagarniających teraźniejszość, by w końcu pogodzić się z tym, że są niezbywalną częścią życia. W "Mikrokosmosie" i "Otwornicach" wraca do jednego ze swych ulubionych tematów - zagadkowości świata mikro i nieprzystawalności naszego języka do jego opisu. W "Rozwodzie" opisuje traumatyczne wydarzenie życiowe z nieoczekiwanych perspektyw - kota, psa, mebli, sąsiadów, a nawet książek z mającej ulec podziałowi biblioteki. W "Zamachowcach" docieka - nie wprost - źródeł zła - opisując banalne codzienne czynności terrorystów, które mają się nijak do ich zbrodniczych czynów. Tom zamykają portrety artystów - Juliusza Słowackiego, którego wysłanniczka z przyszłości spotyka w banalnej sytuacji podróży dyliżansem, Elli Fitzgerald i Vermeera.

Przejmujący wiersz "Identyfikacja" nabrał ostatnio nieoczekiwanej aktualności. Mówi w nim kobieta, która straciła męża w katastrofie lotniczej, ale wypiera fakt straty, przekonując samą siebie, że umarł ktoś inny:

(...) Zaraz nastawię czajnik na herbatę.

Umyję głowę, a potem, co potem,

spróbuję zbudzić się z tego wszystkiego.

Dobrze że przyszłaś, bo tam było zimno,

a on tylko w tym takim gumowym śpiworze,

on, to znaczy ten tamten nieszczęśliwy człowiek.

Zaraz nastawię czwartek, umyję herbatę,

bo te nasze imiona przecież pospolite -

Ten wspaniały wiersz nosi jedną z najważniejszych cech poezji Szymborskiej - dyskrecję i niejednoznaczność tonu, stanowiącą ekwiwalent niejednoznaczności i zagadkowości świata. Trauma wynikająca z doznania absurdalnego okrucieństwa losu, przypadku, opowiedziana jest w nim bez egzaltacji, ledwie zasugerowana lapsusem językowym w przedostatnim wersie. A jednocześnie przełamana nadzieją wypływającą z obecności niemego świadka, adresata tego monologu, najwyraźniej osoby bliskiej - krewnej? przyjaciółki? - jakby na przypomnienie, że nawet na dnie rozpaczy nie jesteśmy całkiem sami.



Książka do kupienia na stronie www.kulturalnysklep.pl







Szymborska: Wyczerpałam limit nagród

Wisława Szymborska od lat spędza część wakacji w podkrakowskim Lubomierzu. Chodzi tam na spacery "stokiem pagórka zazielenionego", co uwieczniła w wierszu "Chwila":

Jak okiem sięgnąć panuje tu chwila.

Jedna z tych ziemskich chwil

proszonych, żeby trwały.

Odwiedzam ją tam wraz z jej sekretarzem Michałem Rusinkiem, a zaprzyjaźnieni sąsiedzi - prof. Elżbieta Turnau i jej siostra Maria (zwana Cinią) z mężem prof. Wiesławem Czyżem - wydają na naszą cześć obiad. Starannie przygotowane menu daje przedsmak zabaw, jakim poetka oddaje się w Lubomierzu. Nazwy potraw są tak wyrafinowane, że o większości nawet nie słyszałam. Na szczęście wykreślono je z karty, zadowolić się więc przyjdzie swojską grochówką na boczku oraz pieczenią wołową z kładzionymi kluskami i buraczkami (skądinąd pyszne). Na deser - prócz ciasta i własnoręcznie zebranych poziomek - Szymborska bierze na widelec drugą siostrę i opowiada, jak to zakochał się w niej bezzębny parkingowy z pobliskiego miasteczka. Ta rumieni się i wyciąga z szuflady kopertkę zatytułowaną "Listy od Parkingowego". Czytając, chichoczę, ale poetka przywołuje mnie do porządku: miłość bez wzajemności to wszak prawdziwa tragedia.

Czuję, że nie bez przyczyny zafundowano mi ten program artystyczny i że niełatwo będzie przejść do rzeczy, to jest propozycji, by - w związku z nominacją tomiku "Tutaj" do nagrody Nike - Szymborska zgodziła się porozmawiać o swojej poezji. Wiem, że tego nie lubi, ale w końcu kilka razy udało mi się ją namówić. Niechętnie, bo niechętnie, ale ujawniła to i owo z poetyckiej kuchni, choć częściej próbowała wykpić się żartem. Jak w rozmowie tuż po wydaniu "Tutaj", gdy mówiła, że tomik miał mieć tytuł "Szczegóły", nagle jednak wyobraziła sobie, że jakaś pani X pyta pana Y: "Czy miałeś już w rękach szczegóły Szymborskiej?". Zrezygnowała więc, ma natomiast tytuł do zbiorku następnego - nazwie go "Wystarczy"...

No więc, tak jak podejrzewałam, poetka o tomiku "Tutaj" rozmawiać nie będzie. Przede wszystkim dlatego, że wolałaby o tej nominacji zapomnieć. "Myślę, że każdy człowiek ma jakiś limit zaszczytów i nagród - tłumaczy. - I ja już całkowicie ten limit wyczerpałam. Przykro mi, że znalazłam się w dwudziestce kandydatów do Nike, zajmując miejsce komuś, komu by się ono bardziej należało. Mam nadzieję, że jurorzy podzielą mój pogląd i nie przejdę do następnego etapu".

Takie oświadczenie może wytrącić wszelkie argumenty. Mówię jednak, że nie wszystkie przygotowane pytania były całkiem serio. Co by na przykład powiedziała na takie:

- Ma do wyboru przez godzinkę pobyć którąś z bohaterek swoich wierszy z ostatniego tomiku: Ellą Fitzgerald, otwornicą albo sobą kilkunastoletnią - co wybiera i dlaczego.

- Sobą kilkunastoletnią nie - odpowiada Szymborska - bo nic mnie z nią nie łączy. Ellą Fitzgerald. Tylko nie chciałabym być w jej skórze akurat wtedy, kiedy jej nie wpuszczano jako czarnoskórej do hotelu, choć była już przecież bardzo sławna. Co wydaje się już dzisiaj niepojęte.

- Wiec kiedy, wtedy kiedy śpiewa?

- Wyłącznie.

- A czy można się dowiedzieć, skąd i dokąd podróżuje Juliusz Słowacki w wierszu "Dyliżans"?

- Żebym ja to wiedziała. On się dużo kręcił, może wracał do Paryża ze spotkania z matką, a może jechał z Paryża do Egiptu? To zresztą nie ma znaczenia.

Dostaję jeszcze do obejrzenia specjalny zeszyt (zatytułowany "Lista obecności"), do którego wpisują się przybywający do Lubomierza goście. Wśród kilku wpisów Szymborskiej jest i taki:

„Pewna dziennikarka podała przez radio wiadomość, którą najwidoczniej uznała za sensację: » W.S. spędza lato na wsi, z dala od ludzi «. Wynika z tego oczywisty wniosek, że osoby, z którymi w Lubomierzu przebywam, ludźmi nie są. Kim są w takim razie? A oto te osoby:

Wiesław Czyż, mistrz mieszania alkoholu z alkoholem; Cinia Czyżowa, jego żona zwana » fizyczny «; jej siostra Elżbieta Turnau, zwana » umysłowy «; Grzegorz Turnau, który żyje sobie śpiewająco; Jego żona Ultramaryna, w kąpieli Akwamaryna; Ich córka Antosia, dziewczę płci żeńskiej; Jerzy Illg, podobny do Zeusa, ale po grecku gadać z nami nie chce; Jego żona Joanna, istota świętej cierpliwości; Clara Cavanagh, tłumaczka z polskiego na amerykański; Bronisław Maj, zdolny do wszystkiego; Bogusia, jego żona, też nad wyraz cierpliwa; Krystyna i Ryszard Kryniccy, mieszkający kątem u swoich kotów; Michał Rusinek, I sekretarz; Elżbieta Zechenter-Spławińska, mądra, chociaż poetka; Stanisław Koziełł, jej mąż, z urodą do kontusza. (...)

Z całą powagą oświadczam, że było mi z tymi osobami bardzo dobrze i teraz z przykrością myślę o powrocie do Krakowa, czyli do ludzi. W.S".

Zabawy zabawami, ale Szymborska przyjeżdża przecież do Lubomierza, żeby w spokoju popracować. Przed laty wyznała mi, że ma notesik, w którym sobie zapisuje słowa, zdania, tematy, z których kiedyś może powstaną wiersze. I oto teraz patrzę - jest. Leży sobie na taboreciku, widać, że ma swoje lata, a obok niego - kilka stron pokreślonego rękopisu. Pospiesznie odwracam wzrok, bo wiem, że taki nagi, świeżo urodzony wiersz nie jest przeznaczony dla niczyich oczu.

W drodze powrotnej do Krakowa dowiaduję się od Michała Rusinka, że Szymborska ma już kilka nowych wierszy. Nowych, co nie znaczy gotowych, bo żadnego jeszcze nie dała do przepisania.