Hugo Steinhaus

Zachwyciła mnie ta postać. Pierwszy raz spotkałem się z tym obco i naukowo brzmiącym nazwiskiem w szkole. Lubiłem matematykę. A nauczycielka podsunęła mi zbiór zadań niejakiego Steinhausa. Wtedy odkryłem inne oblicze dla wielu przedmiotu. Zabawa, ciekawość świata, niestandardowe pytania, humor i wyzwania logiczne - to były (jak pamiętam) moje odczucia przy tej książce. I mnie  wciągło na dobre. (Teraz pewnie napisze, że jest prof. matematyki i jego ideałem... Nie.) Poszedłem na studia humanistyczne, gdzie słowo matematyka budziło raczej postrach i nieufność. A ja nadal czytałem o rachunku całkowym i przestrzeniach Banacha. Słuchałem wspaniałego prof. Tischnera a potem szedłem na niemal indywidualne zajęcia z astrofizyki. Czy wszystko rozumiałem? Czy to takie wszechstronne studiowanie? Nie i nie. Więcej nie jarzyłem a "wszechstronność" skończyła się bólami głowy, zachwianiem równowagi organizmu - jak to nazwać. Hugo Steinhaus kazał by mi pewnie zawęzić zbiór danych. Duuży skok czasu. Dziś pozostał mi szacunek dla ludzi nauki, radość z przeżywania cudownej przyrody oraz osobiste pasje. cdn.

Aaaa będą wypisy z myśli Steinhausa, że palce lizać...