23 września 2010

Mrożek sprzedał się pięknie

...
"Mrożek na XXI wiek" - pod takim hasłem zaczyna się dziś w Warszawie festiwal z okazji 80. urodzin Sławomira Mrożka. Impreza towarzyszy premierze pierwszego tomu jego "Dziennika" obejmującego lata 1962-69
"Dziennik. 1962-1969", Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie, Kraków

Trzy lata temu Mrożek udzielił "Gazecie" wywiadu. Na pytanie o dziennik, którego pisanie zalecał mu przyjaciel Wojciech Skalmowski, odparł: "Tej rady nigdy nie posłuchałem". Nawet zaprzyjaźniona z nim Anna Zaremba-Michalska, prezes Wydawnictwa Literackiego, dowiedziała się o istnieniu tych zapisków niedawno. Tuż przed wyprowadzką pisarza z Krakowa do Nicei poszli na pożegnalny obiad. Mrożek wyznał: "Istnieje coś takiego, nie wiem, czy to kogoś zainteresuje, może jakieś fragmenty".

Pierwszy tom obejmuje lata 1962-69. Już z pierwszych zdań dowiemy się jednak, że to wcale nie był początek. Trzy lata wcześniej pisarz bez sentymentu spalił kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt opasłych brulionów. Co skłoniło go do ponownego podjęcia wyzwania?

Mrożek w "Dzienniku" kilkakrotnie wspomina, że była to konieczność doskonalenia się w pisaniu na maszynie. Ale przecież większość "Dziennika" i tak powstała odręcznie. Bardziej prawdopodobną odpowiedzią wydaje się próba znalezienia dystansu, spojrzenia na siebie z zewnątrz (nieprzypadkowo tyle tu o spuściźnie psychoanalityków Junga czy Fromma). I z tej pozycji bywa surowym sędzią, wytykając sobie lenistwo, brak talentu, nieumiarkowane picie.

W latach 60. Mrożek żył przede wszystkim we Włoszech, ale bywał też w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku. Jego utwory ukazywały się w przekładach na różne języki, sztuki grane były na świecie, pracował nad nowymi kawałkami prozy. To też czas premiery "Tanga" - utrzymanego w klimacie teatru absurdu dramatu o dawnym porządku świata, który przegrywa z tandetą, bylejakością, chamstwem.

Pisząc utwór tak dojrzały, Mrożek był zaledwie tuż po trzydziestce. A najbardziej charakterystyczną cechą pisarza, którego obraz wyłania się z pierwszego tomu "Dziennika", jest przekonanie o własnej starości. Mrożek czuje ją, wspominając samego siebie sprzed zaledwie kilku lat, ale także obserwując innych. Gdy nie spodoba mu się film "Pięści w kieszeni" Marca Bellocchia, wzdycha ironicznie: "Oczywiście jest to zrzędzenie starca, który nie widzi, a raczej widzi w młodej awangardzie tylko upadek, zgniliznę itd. Niech będzie".

Śmierć wyraźnie daje o sobie znać w "Dzienniku" dwukrotnie - gdy umiera Zbigniew Cybulski, którego jednak Mrożek słabo znał, a także gdy umiera jego żona Mara. Myśl o samobójstwie staje się wówczas jego obsesją.

Ale już wcześniej przyznaje: "Wiele rzeczy napisałem także dlatego, że nie widziałem już żadnego wyjścia". Pracować dużo - to jego sposób na zagłuszenie pustki. Gdy siada wieczorem do dziennika, chce mieć poczucie, że nie zmarnował dnia. Częściej jednak musi się na siebie zezłościć, że wszystko, co zrobił, i tak w ostatecznym rozrachunku okaże się całkiem bez znaczenia i sensu.

Próbując lepiej zrozumieć siebie i świat, Mrożek przepisuje całe stronice ulubionych autorów: Prousta, Nietzschego, Sartre'a. "Najciekawsze, a może i najgorsze jest to, że mi w odosobnieniu całkiem jest dobrze, a może nawet coraz lepiej" - zapisuje. "Inny" bywa mu jednak potrzebny. Poprzez "innego" można definiować siebie. Jednym z najważniejszych "innych" jest dla niego Gombrowicz - nazywany "szefem" i podziwiany za jasność oraz spójność wywodu. Ale są też inni "inni", jak np. Harold Pinter, który wywołuje u Mrożka najniższy rodzaj zawiści.

Rozważa, czy nie wrócić do Polski, gdzie być może zmartwienie dałoby mu natchnienie. Wróci dopiero wiele lat później. Rozczaruje się i wyjedzie. Już jednak w latach 60. zanotuje wystarczająco dużo krytycznych myśli o martyrologii rodaków.

Dziś pytany, dlaczego zdecydował się w końcu wydać "Dziennik", Mrożek, który po udarze od lat nie pisze już dramatów czy opowiadań, zwykł mówić krótko: "Dla pieniędzy". Chyba nikt w polskiej literaturze nie sprzedał się dotąd tak pięknie.

Tango na Rynku

W stolicy teksty Mrożka przeczyta zespół Teatru Współczesnego. Zostanie też otwarta wystawa w BUW-ie. W sobotę festiwal przeniesie się do Krakowa, gdzie w PWST planowane jest czytanie odnalezionej jednoaktówki Mrożka "Jeleń". A w niedzielę na Rynku masowe odtańczenie tanga. Role bohaterów najsłynniejszego dramatu jubilata zagrają Juliusz Chrząstowski, Andrzej Kozak i Tomasz Olbratowski, wystąpią też m.in. artyści Piwnicy pod Baranami.

Szczegóły na: www.slawomirmrozek.pl