3 października 2012

Kępiński aktualny

Cytuję artykuł z Gazety Wyborczej, szczerze mówiąc, za docenienie humanistyki, która nie jest li tylko dostawką kulturalno-patriotyczno-obyczajową do profilu, a po wtóre:  w czerwcu tego roku minęło przecież 40 lat od śmierci prof. Antoniego Kępińskiego...



Czytajmy Kępińskiego. Auschwitz jest w nas

...
Małgorzata I. Niemczyńska 2012-10-02
Na amerykańskich uniwersytetach jest zwyczaj, by studenci pierwszego roku czytali razem jedną książkę - tę samą bez względu na wydział. Co zadaliby swoim studentom polscy naukowcy? - Bez humanistyki umysł ścisły bliski jest zatracenia - uważa psychiatra prof. Jacek Bomba. Na lekturę dla polskich studentów wybrałby "Rytm życia" Antoniego Kępińskiego.
Małgorzata I. Niemczyńska: Gdy zadzwoniłam z pytaniem, jaką wspólną książkę wybrałby pan dla polskich studentów, od razu pan powiedział, że to musi być humanistyka. W kapitalizmie? 

Prof. Jacek Bomba*: Bez humanistyki umysł ścisły bliski jest zatracenia. Jak mówi Michał Paweł Markowski [polonista, który obecnie wykłada w Chicago], humanistyka to deska ratunkowa współczesnej nauki. Bez niej cały nasz wysiłek zmierza do odpowiedzi na pytanie postawione chwilę przedtem - bez szerszej refleksji, z czego ono wynika. W dzisiejszej nauce swoistym celebrytą jest wskaźnik Hirscha, a jego wartość podstawą oceny znaczenia wiedzy i nakładów finansowych na badania. To wszystko ma sens i jest ważne, ale by pamiętać o okolicznościach formułowania pytania badawczego, samym wynikom badań nie można nadawać nadmiernego znaczenia, żeby nie doprowadzić do nieuzasadnionych uogólnień.

Dlaczego nieuzasadnionych? Przecież są empirycznie sprawdzalne. 

- Zgoda, jednak żeby coś zbadać, zawsze trzeba coś innego porzucić. Jak się bada czarną dziurę, nie bada się gwiazdy. Albo w medycynie. Jak się bada genetyczny przekaz podatności np. na obturacyjne zapalenie płuc, trzeba zaniedbać coś, co dziś jest uważane za naczelną przyczynę tej choroby, czyli palenie tytoniu. I odwrotnie - niewątpliwie palenie jest szkodliwe dla większości ludzi, ale afery z tytoniem wcale by nie było, gdyby nie założono na chwilę, że teraz nie bada się genów. Scalenie tych wszystkich rzeczy wymaga pewnych podstaw, a te najlepiej daje humanistyka. Nawet wybitny fizyk Michał Heller nie twierdzi, że to matematyka jest najwyższą możliwością ludzkiego umysłu, która odróżnia ludzi od zwierząt. Uważa wręcz przeciwnie, że pewne zdolności matematyczne mamy od urodzenia, podobnie jak zwierzęta.
Z wyborem konkretnego tytułu miał już pan jednak kłopot... 

- To dlatego, że Antoni Kępiński - lekarz, naukowiec, filozof - był nadzwyczajnym umysłem i wzorem do naśladowania w środowisku psychiatrów, w które wchodziłem jako młody student. A wchodziłem w nie pod opieką Marii Orwid, która również w swoim czasie odgrywała podobną rolę. Poczułem się więc rozdarty jak dziecko między rodzicami - wybrać "Rytm życia" Kępińskiego czy "Przeżyć... i co dalej?" Orwid.

Praca już niemal kanoniczna, której narracja prowadzona jest jednak na pewnym poziomie ogólności, kontra osobista książka sprzed raptem kilku lat. Co pan wybrał? 

- Dla dobra sprawy jednak "Rytm życia" z 1972 roku, bo więcej mówi o tym właśnie, jak łączyć myślenie humanistyczne ze zdobyczami nauk empirycznych. Jeśli chciałbym spróbować wpłynąć na postawy studentów, zależałoby mi, aby szukali w tym tekście tego, co nie zostało jeszcze utaplane we wspomnianej kanoniczności. Zamiast uogólnień - szczegółowości. Mam na myśli na przykład to, jak Kępiński wykorzystuje ówczesne odkrycia nauki, czyli chociażby jego odwołania do cybernetyki jako modelu funkcjonowania umysłu ludzkiego.

Ta książka "stawała się" na moich oczach, nie ma apriorycznie założonej konstrukcji, lecz jest zbiorem esejów. Mimo postmodernizmu, który jakoby już za nami, takich książek dziś się nie ceni. "Rytm życia" ma trzy oddzielne części. Gdy czyta się tę o obozach koncentracyjnych czy, szerzej mówiąc, traumie, znajduje się tam bardzo szczegółowe interpretacje, ale też nieustanne odniesienia do generalnej sytuacji społecznej, w której ma miejsce traumatyzowanie człowieka przez człowieka. To jest majstersztyk.

Mimo tej wielości tematów poruszanych w "Rytmie życia" umiałby pan wskazać kręgosłup tej książki? Powiedzieć w kilku zdaniach, o czym ona jest?

- Część może najważniejsza, jak już mówiliśmy, jest o traumie spowodowanej przez człowieka, możliwościach stawienia jej czoła i przetrwaniu. Ta powstała w oparciu o wyniki badań 100 byłych więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Część druga to refleksje nad okolicznościami traumy takiej jak ta obozowa, obejmujące wszelkie następstwa przemocy i pogwałcenia godności ludzkiej. Trzecia część złożona jest z rozważań nad relacją między lekarzem a pacjentem oraz nad kluczowym problemem medycyny - równowagą między biologią a humanistyką.

Pisząc eseje oświęcimskie, Kępiński nie znał Johana Galtunga i jego teorii opresji społecznej. Poza tym pisał w innych warunkach. Galtung był w Norwegii, gdzie mógł formułować myśl bardziej otwarcie, a Kępiński pisał w Polsce lat 50.,60., początku 70. Tekst o opresyjności społecznej nie mógłby się tu ukazać bez ryzyka nawet w tak niszowych tytułach, jak "Zeszyty Oświęcimskie" czy "Przegląd Lekarski". Te okoliczności trzeba by też wziąć pod uwagę podczas warsztatów ze studentami, być może sięgnąć po lektury uzupełniające.

Dla obu książek, które brał pan pod uwagę, punktem wyjścia jest doświadczenie II wojny światowej. Naprawdę nie przerobiliśmy jeszcze tego tematu? Wciąż musimy do niego wracać? 

- Dla mnie to nie jest wracanie, lecz pytanie o to, czy ja to doświadczenie mam w sobie. Czy konsekwencje i ślady przeżyć poprzednich pokoleń wpływają jeszcze na moje działanie? Jeśli na kogoś nie wpływają, może czytać "Rytm życia" jako metaforę albo rzecz o czymś, co dzieje się bardzo daleko. Jak o Marsjanach. Jeśli ktoś jednak nosi w sobie ślady, stanowi to część jego tożsamości. Niedawno przez media przetoczyła się debata na temat chłopstwo - szlachectwo - Jakub Szela. To jest próba znalezienia się wśród różnych przekazów, które historycznie są jeszcze dawniejsze. Nic nie można zrobić z faktem, że II wojna światowa skończyła się już trzy pokolenia temu, ale wciąż jest w naszej świadomości obecna, np. wiele osób nawet dziś ma problem z neutralnym wypowiedzeniem słowa "Żyd".

Tego akurat nie ma u Kępińskiego, ale jest u Orwid (stąd moje wahanie), że przekaz międzypokoleniowy w tym przypadku istnieje. Razem z panią profesor pomagałem litewskim kolegom w czasach, gdy rodziła się niepodległość Litwy, zbudować psychoterapię dzieci i młodzieży. Uczestniczące w szkoleniu osoby większość traum miały jeszcze z czasów rewolucji, a następną falę - z wojny. Dziś zresztą najważniejsze nie jest hasło "Nigdy więcej Auschwitz", tylko "Auschwitz jest w nas". Musimy żyć, wiedząc o tym, co się zdarzyło. Owszem, można też pytać, po co nam ta humanistyka, skoro cały humanizm europejski nie zapobiegł Auschwitz. Trzeba pogodzić się z tym, że to się może zdarzyć. I co więcej, zdarza się.

Kępiński pyta też o to, czy zbrodniarze II wojny światowej w innych okolicznościach mogliby być tzw. normalnymi ludźmi. Trochę jak modny dzisiaj pisarz Jonathan Littell. 

- I na to w "Rytmie życia" można znaleźć odpowiedź, choć sam za pierwszym razem jej nie znalazłem. Jest w rozpięciu pomiędzy esejem na temat Rudolfa Hessa a historią lotnika, który zrzucił bombę na Hiroszimę i jako jedyny w całej zaangażowanej w to maszynerii miał poczucie, że stało się coś złego.

Ale czy Kępiński nie mówi w jego przypadku o głosie sumienia wypowiedzianym ustami schizofrenika? 

- Tak, jednak od Kępińskiego możemy się też uczyć tego, aby nie stygmatyzować. On sam poniekąd był w tym przewrotny, bo nigdy nie zrezygnował z nazw, etykietek. Próbował zmienić podejście do schizofrenii od środka. Kwestionował granicę pomiędzy zdrowiem psychicznym a chorobą psychiczną, czego zresztą nikt dziś nie chce - łącznie z Narodowym Funduszem Zdrowia. W eseju o Hessie pisze o tym, co dzieje się z człowiekiem, który nie słucha głosu wewnętrznego, szczególnie we fragmencie, w którym analizuje psychotyczną reakcję Hessa na uwięzienie po pierwszej wojnie światowej. To zresztą bardzo piękny fragment, w sam raz na seminarium.

A ja nie jestem pewna, czy dla dzisiejszego studenta ciekawsze nie byłoby jednak to, co Kępiński przewidywał w "Rytmie życia" na temat technicyzacji.

- Głos wołającego na puszczy, którego nikt nie posłuchał! By o tym rozmawiać, trzeba przede wszystkim wyjaśnić, co Kępiński rozumiał przez środowisko przyrodnicze, od którego technicyzacja nieuchronnie nas oddala. Przyroda jest nieprzewidywalna. Pomijając nawet aspekty moralne tego zagadnienia, technika to unieruchomienie i śmierć, które wynikają z jednoznaczności przewidywania. Według myśli technicznej prawdziwy jest wniosek, do którego dojdzie każdy na podstawie doświadczenia - jeśli upuszczę jabłko, spadnie tak samo, jak spadło Newtonowi. Natomiast w życiu tak nie jest, a już na pewno nie w relacjach międzyludzkich. Konieczny jest aktywny udział w przetwarzaniu informacji, które do nas przychodzą, a komputer tego nie robi, tylko przyjmuje je lub odrzuca według programu. Człowiek tymczasem nie działa według żadnego programu, a jeśli nawet tak jest, nikt go dotąd nie rozszyfrował. I raczej się to nie uda, bo cechą przyrody ożywionej jest zmienność.

Skoro już 40 lat temu Kępiński pisał, że maszyny zastąpiły wysiłek mięśni, a wkrótce mogą zastąpić wysiłek umysłowy, to co by powiedział dziś? 

- Prawda, gdyby nas dziś pozbawić maszyn, prawdopodobnie stalibyśmy się bezradni. Na tym oparta jest koncepcja Złotego Oka - bomby, która dezorganizuje pracę wszystkich urządzeń. Wybucha i koniec: nie mamy światła, lodówka nie działa, nie można nawet zadzwonić. Z tym cywilizowany świat stara się sobie jakoś poradzić, na Zachodzie snobistyczne modele życia stają się na powrót coraz bliższe prostocie, jednak ruch antykonsumpcyjny słabo jest u nas widoczny, bo ileż my tego konsumpcjonizmu mamy? Licząc szczodrze, góra 40 lat, a jeśli by odrzucić gierkowszczyznę, zostanie może ze 20 (za Jaruzelskiego konsumpcjonizmu nie było). Technicyzacja jest nieunikniona i niewątpliwie postępuje, więc należy ją wykorzystywać, ale nie należy jej czcić. I tu wracamy do pierwszego pytania o humanistykę. Po co mi ona? Otóż po to, żebym nawet jadąc elektronicznym samochodem, miał tenisówki w zapasie. Jak wybuchnie Złote Oko, będę mógł sobie wrócić piechotą.

*Prof. Jacek Bomba - ur. w 1941 r., profesor psychiatrii związany z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, uczeń prof. Antoniego Kępińskiego (lekarza, naukowca i filozofa, współtwórcy programu leczenia osób więzionych w obozie Auschwitz) oraz prof. Marii Orwid (specjalistki od terapii dzieci i młodzieży, pionierki terapii rodzinnej w Polsce), autor m.in. książek "Być rodziną" i "Kim jesteśmy, czyli o seksie".

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA