20 października 2012

Dżuma w Auschwitz


Zdjęcie ze strony http://izrael.e-nowik.pl/?q=node/777,
z art. Piotra Nowika (brak podpisu fotoautora)
Wstyd przyznać, ale trzeba. Ze szkoły nie pamiętam, czy miałem Dżumę Camusa. Choć wiedziałem, że coś takiego jest i w ogóle, a w szczególe nic. Wziąłem się za audiobook (fuj, za książkę do słuchania) i wchłonąłem prawie 2 razy. Zrozumiałem trochę. Lecz bardziej zostałem poruszony, dobrze potrzepany w środku. To nie jest lektura - w jakimś sensie - dla nastolatków; to znaczy: to lektura znacznie przekraczająca myślenie i doświadczenia młodego wieku. Do mnie dotarło.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu tramwajów po wschodniej stronie Oranu. Piece krematoryjne, środki lokomocji, powszechna śmierć... to wszystko od razu przywołało mój Oświęcim. Nie! Raczej Auschwitz - tak należy myśleć i pisać konsekwentnie. Z resztą nie trzeba wiele. Wystarczy przeczytać taki fragment:

"Ciała wrzucano pośpiesznie do dołów. Jeszcze nie doleciały do dna, gdy łopaty wapna spadały na twarze i ziemia pokrywała je anonimowo w owych jamach, które drążono coraz głębiej. Jednakże nieco później wypadło szukać czego innego i posunąć się jeszcze dalej. Zarządzenie prefektury wywłaszczyło posiadaczy koncesji na wieczność, ekshumowane szczątki poszły do krematoryjnego pieca. Wkrótce zmarłych na dżumę trzeba było odwozić do krematorium. Ale teraz musiano użyć starego pieca do spopielania zwłok, który znajdował się we wschodniej stronie miasta, za bramami. Posterunek straży przesunięto dalej, a pewien urzędnik merostwa ułatwił znacznie zadanie władz, radząc użyć tramwajów, które dawniej obsługiwały skalną drogę nadmorską i stały teraz bezużyteczne. W tym celu przystosowano wnętrza wozów motorowych i przyczep, usuwając siedzenia; linia zawracała przy piecu, który w ten sposób stał się stacją krańcową.
Pod koniec lata, podobnie jak podczas deszczów jesiennych, co noc skalną drogą wspinały się dziwne orszaki tramwajów bez pasażerów, kołysząc się nad morzem. Mieszkańcy dowiedzieli się w końcu, co to jest. I mimo patroli broniących wejścia na drogę ludzie dość często przedostawali się na skały sterczące nad falami i gdy przejeżdżały tramwaje, rzucali kwiaty do środka. Słychać było wówczas, jak tramwaje poskrzypują w letniej nocy, dźwigając ładunek kwiatów i trupów."