7 marca 2011

Sto lat Panie Kisielu!

No tak, bo setka to dziś - więc chodzi o życzenia na kolejne sto lat. Zleciało jak z bicza Panie Stefanie, co? Chętnie bym z Panem usiadł przy dobrym piwie i oczywiście dobrej muzyce. Wolałbym jednak słuchać, bo nie wiem czy warto się kłócić. Dobry rozmówca to przecież taki co nie kiwa ciągle głową jak ksiądz w konfesjonale albo student na wykładzie. Ja bym się uśmiechał bez politowania i nie zawsze ze zrozumieniem. Kiedy ostatnio czytałem Pana zbiór felietonów w Tygodniku Powszechnym (sporo tego jest) oraz Dziennik - tomisko opasłe i tłuste jeszcze stoi przede mną do lektury - nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że gadam z kimś serdecznym, ciepłym, jowialnym intelektualistą i przede wszystkim z Kimś żywym. Dziś przypominam sobie Pana trafne uwagi ożyciu, polityce, kulturze, muzyce nawet warszawskiej gastronomii lat 60. etc. zwłaszcza gdy w Dwójce słyszę Pańskiego syna Wacława. A ostatnio dużo o Panu - muzyka i publicystyka, zdjęcia i socjalistyczne spięcia słowem miód, czyli łzy się w oku kręcą... A niżej Pana kilka wypisów z Dziennika z czerwca 1968 roku:


Sobota i niedziela to punkt szczytowy czytania gazet — w ramach ulubionej akcji autodrażnienia się. Gazety piszą nieprawdę, ale tak daleko posuniętą i wkorzenioną, że aby udowodnić nieprawdziwość jednego krótkiego zdania, trzeba by takich zdań powiedzieć dziesięć - a któż by tego chciał słuchać. „Udowodnij, żeś nie wielbłąd" — taki dowód musi być długi, podczas gdy twierdzenie „jesteś wielbłąd" brzmi krótko i jasno.


Partia stawia na posłusznych debilów - temu również służyć będzie pauperyzacja wyższych studiów humanistycznych - tyle tylko nauczyli się z marcowego buntu młodzieży. A swoją drogą nowy bunt przyjdzie, z kolei zrobią go młodzi inżynierowie, bo niby jak długo ludźmi wykształconymi rządzić mają partyjni krętacze? Choć może i tak zostanie jak kawale: — Wiesz co, Maniek, będzie bardzo źle! — Co znaczy źle, wojna będzie? - Nie! - Niemcy przyjdą? - Nie! - Koniec świata? - Nie! - Więc co?! - Będzie to, co jest!
A znowu wylewanie i kopanie wszystkich pospołu, bez względu na zasługi czy brak zasług dla partii, przypomina mi inny stary kawał. W więzieniu siedzi trzech facetów.
- Za co pan siedzi? — pytają jednego.
- Za Gomułkę.
- Jak to?
- Bo powiedziałem, że Gomułka to zdrajca i moskiewski agent.
 - A kiedy pan to powiedział?
- W 1945.
- A pan za co siedzi? - pytają drugiego.
- Też za Gomułkę.
- Jak to?
- Bo powiedziałem, że Gomułka to dobry Polak i wielki patriota.
- A kiedy pan to powiedział?
- W 1950.
- A pan za co siedzi? — pytają trzeciego.
- A ja właśnie jestem Gomułka.


Dominik Horodyński pisze w „Kulturze" korespondencję z Włoch. Nic mu się tam oczywiście nie podoba - a tak się palił do wyjazdu. Przypomina mi się kawał.
—Jak to, ty, komunista, mieszkasz w Wiedniu?!
— Tak, bo chcę zobaczyć, jak kapitalizm umiera.
— No i co?
— Piękna śmierć.