1 maja 2009

Święto Pracy



Wróciłem rano 01-05-2009 po nocy w pracy. Niech ci blogu starczy, że PRZEŻYŁEM. To i tak króciutki tydzień, zaledwie 4 dni – a bez targów związkowych mogło być gorzej. Sobota – nadgodziny a dla niektórych może i niedziela/poniedziałek w pracy noc. A tak „świętujemy”. Co? No właśnie. Szlak harcerski mnie trafił (vel prowadził), gdy słyszałem wczoraj w Polskim Radiu słowa słuchacza: „To sztywne święto i dla nikogo. Bo dziś nie mamy tych robotników co wtedy, gdy ustanawiano Święto Pracy”. Chciałem krzyczeć do głośnika i walić „Głowopukawką” (Gałczyński) lub zabawić się w „Tłuczek” do utraty świadomości (też Gałczyński) w tego delikwenta o bladym pojęciu ROBOLI XXI wieku. Czyśmy do cholery z byka spadli na łeb? Czy nie myślimy gdy jemy, jedziemy autobusem, włączamy pralkę, słuchamy MP3 i liżemy loda – sorry maiłem pisać per ego... Przecież KTOŚ to wszystko zrobił. Samo się nie stworzyło. Ex nihilo raz podobno i szlus. Teraz sprawy Ziemi w ziemian rękach i o TE RĘCE chodzi mi. Ach! Przepraszam znowu za „roboli”. Nawet moi koledzy fizyczni się lżej lub bardziej na TO określenie oburzają. KTO to zrobił? Ludzkie ręce, zaangażowany mózg (jeszcze jest!), palce cierpliwe, zmęczone oczy kobiet na taśmach produkcyjnych, niepachnące nogi wózkarzy i kierowców siedzenia, pot pod czapkami, sińce na łokciach, kolejne wymuszane uśmiechy handlarz-dealerów, żeby poszło do klienta. Do mnie też. Robotników są miliony, legiony! Przed nimi chapeau bas!

fot. http://www.edwardburtynsky.com/ gdzie więcej (nie tylko o Chinach) i w lepszym rozmiarze