23 maja 2009

Nocny blues

Nocna zmiana bluesa może się skryć - przynajmniej w firmie, gdzie pracuję. Moja "nocka" to raczej "kobranocka". Prawie zawsze umieram, gdy pomyślę, że już 18.00 albo że za dwie godziny wyjazd. Potem długie godziny, które są jakoś dłuższe od godzin dziennych: choć to pewnie kwestia osobista, bardziej psychiczna, związana ze sposobem przeżywania czasu pracy i oczywiście kondycją. Bez snu za dnia nie ma roboty w nocy. Inaczej można w krótkim czasie dostać joba. Próbuję więc myśleć. A to rzadkość. Najczęściej prawie nikt nie ma na nic ochoty, "byle do rana". A ja staram się pobudzić (poza kawą) bladoszare komórki mózgu myśleniem, słuchaniem, zrywaną lekturą... Praca to za mało. W końcu fizyka wygrywa nad duchem i nad ranem już myślę tylko o jednym: ZASNĄĆ!