26 lutego 2013

W podróży...

Całkiem udana idea: w podróży czytaj... Herberta. Właściwie chodzi o kolejne podejście do tematu CZYTANIA. Ale najpierw kilka słów o podróży. Codziennie prawie jadę do/z pracy w autobusie. Co ludzie tam robią? ŚPIĄ - to jest podstawowa odpowiedź. Walka ze snem (dziś znów przegrałem) jest nierówna, bo silnik miło buczy; bo ten sam polski krajobraz nie skłania zbytnio do filozofii; bo trzęsie i lepiej się zapaść w fotelu; bo obok sąsiad słodko drzemie, a ja mam...; bo czuję w plecach zapach tytoniowo-piwny, więc...; bo nad głową nierzadko ryczy rmf. Mimo tylu argumentów dziś jednak czytałem. Jeden akt Iwony Gombrowicza. Musiałem się gryźć po ustach, żeby nie wybuchnąć śmiechem. W końcu padłem, ale było warto. Czyli, żeby nie spać musi być INTERESUJĄCA MOTYWACJA. Nie tyle - sądzę - czytać w podróży, ale coś ciekawego czytać w podróży. Zastanawiam się teraz jak udało się mi i  koledze z pracy od czerwca do stycznia tego roku prawie codziennie przed/po zmianie grać w autobusie w szachy. (Na telefonie (MobiChess w trybie hot seat). Setki partii, nawet po "nockach", wiele rozłożoych na kilka dni. Niezapomniane chwile).