6 lutego 2013

Nie lecę na Księżyc

Niestety.
Bo są takie dni - wczoraj na przykład - kiedy bardzo bym chciał. Choć na godzinę.
Dlaczego?
Oto zalety księżycowania: cisza, brak ludzi, ciemniej niż tu, brak betonu i internetu, nie dochodzą informacje ziemskie a zwłaszcza polityka, brak ludzi (powtarzam się, wiem), żadnych zajęć (w tym pracy pracy i jeszcze raz).
Słyszałem kiedyś o pomyśle wystrzelenia tam swych dzieci w tzw. trudne dni rodzinne. To zły pomysł. Trzeba samemu się wystrzelić. Ale się nie da. A wycieczki cywilów na Srebrny Glob strasznie drogie i kolejki dłuższe niż w PRl-u.
Najbardziej atrakcyjna perspektywa księżycowa polega na możliwości niesłuchania ludzkiej głupoty. Boszsz! Wczoraj właśnie musiałem tej głupoty sporo wysłuchać. O dziwo, moja żona też podobnie. Nie musielibyśmy znosić ludzkiej tępoty, tupetu, wmawiania, pseudomądrości na każdy chyba temat, własnego (to jedyna cecha sensowana) zdania na każdy chyba temat, "dobrych rad" lub zwykłego czczego gadania.
Chcę na Księżyc. Już!
Na razie jednak musi wystarczyć prysznic, kolacja i przytulny sen u boku żony. Ona też o tym marzy.