23 września 2012

Jesienny fiołek





Śliczna dziś jesień wczesna zawitała. Obsiadła drzewa niektóre. Jabłka dzikie postrącała. Wiatrem chłodnym z rana w twarz czerwoną, a w południe ciepłem, słońcem, wręcz gorącem. Oj, się samo to pisze. Aż się boję spacji przestojem. Bo tak to było: nad stawy przed południem, wzrok rozpiąć na horyzoncie linii wody poszedłem. Szerszenie nas pogoniły. Przysiadłem wreszcie - z synem u boku - żeby na kaczki spojrzeć, ale zwiały niecnoty. Nic złego. Jeżynki (Rubus caesius) słodkie wiszą jeszcze, wyżej jarzębina (Sorbus aucuparia) ciemno-czerwona  nie dla nas, a jeszcze wyżej żołędzie (Quercus) z liśćmi zielonymi dębu na tle nieba czystego. Pogoda, ryby biorą i nie ma komu w mordę dać.

A teraz oczywiście K. I. Gałczyńskiego (nie Cyrulik jesienny):






List z fiołkiem

Do tygodnika „Przekrój”
Exp. : K. I. Gałczyński
Obywatelu Redaktorze!
Poezja to jest złoty szerszeń,
co kąsa, więc się pisze wiersze —
cóż, człowiek pisze tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

Jesień jest na Krakowie dzisiaj
i tyle kwiatów! tyle brzoskwiń!
Wiaterek dmucha, słonko skrzy się,
więc chodzę śliczny i beztroski
cóż, człowiek chodzi tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

Czy mam zmartwienia? Tak, czasami,
niewielkie, tak jak w niebie gwiazdy
właściwie jedno (między nami),
że życie ukochałem nazbyt —
cóż, człowiek kocha tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

Wiec kiedy przyjdzie dzień przeklęty,
że śmierć utopi w czarnym winie
wszystkie muzyczne instrumenty,
kwiaty i wiersze, i brzoskwinie,
to przykro, lecz cóż płacz pomoże,
Obywatelu Redaktorze.

A jednak żal. Odejść niełatwo.
Taak. Kończę wiersz ten ze łzą w oku.
Lecz może, dzięki mym kontaktom,
będę aniołkiem na obłoku?
Cóż, człowiek fruwa tak, jak może,
Obywatelu Redaktorze.

1946