9 maja 2012

Na Wschodzie bez zmian

To dziwne, że oboje: żona i ja siedzieliśmy z uwagą przed telewizorem. Zazwyczaj są jakieś tarcia, bo jedno chce a inne... Połączył nas Putin. Spodziewałem się przepychu Kremla, dopięcia na ostatni guzik i sekundę, ale jedno, jedno mnie zupełnie zaskoczyło. Nie posągowa twarz nowego cara Wszechrosji. Pustki. Ulice potężnej Moskwy były całkowicie puste. Wytrzeszczaliśmy oczy szukając choćby psa z kulawą nogą. Pusto. Gdzie podziało się kilkanaście milionów obywateli? Przecież nie mogli ich zamieść pod dywan. Kazali im siedzieć w domu - jak my siedzieliśmy - przed kanałem państwowej TV? Tam zobaczycie wszystko lepiej i wygodniej. Nie kleją mi się te hipotezy. Pusto. A natura nie lubi próżni. To może się źle skończyć jakimś tremendum, horrorem. Nie wiem: może to pustka ironiczna. Specjalne taką wywołali - tym ich bardzo długim weekendem - żeby dać nieco spokoju Organizatorom życia publicznego Moskwy. A potem wszystko wróci do pełni. Zaludni się jak po potopie. Nie... to pachnie Bułhakowem. Z resztą nie wszyscy mogliby dostać się do teatru Variétés, to jest przepraszam do pałacu kremlowskiego. Pusta Moskwa mnie powaliła. Podobno to największe miasto Europy. Nie wierzę teraz. widziałem pustkę. Takie ulice kojarzą mi się z wojną, z godziną a policyjną w PRL, z okupacją dowolnej maści. Wyludnione ulice Czarnobyla i Fukushimy rozumiem. Zaludnione do ostatniego metra ulice Nowego Jorku, Brazylii czy Bombaju też. Moskwy nie pojmuję. Pustka. W środku miasta i w mojej głowie. Pusto mi Boże. 

PS. Po cichu jednak liczę, że to pozorna przejściowa sztuczna pustka. Zmiany idą.