15 sierpnia 2012

Czas nieliniowy

Za tydzień będę już w pracy... - pomyślałem wczoraj, kiedy okazało się, że zapomniałem o kalendarzu oddając się kolejnym planom wakacyjnej gry w szachy. Chyba czas się dla mnie trochę zatrzymał albo rozciągnął. Piękne to uczucie. Nie myśleć o dniu, żyć bez przeszkód (i nie za darmo, bo urlop się liczy). I właściwie wszystko bez fajerwerków, bez bieganiny za specjałem, bez myślenia "co jutro, żeby było fajnie", bez. Po prostu jakby samo z siebie upływ czasu, jak nurt rzeczny, droga chmur. Naturalnie, tak to odpowiednie słowo. Tak to było - nie, tak jest. Chcę jeszcze. Gapić się w niebo przed wschodem słońca, słuchać bębnienia deszczu o parapet, brać do ręki nieśmiertelną "Ferdydurke", chodzić inaczej, innymi drogami wolniej ciszej, obserwować ludzi, jeść mniej więcej, grać w szachy do bólu oczu (bo przy lampce wieczornej trudniej), mniej słuchać Chopina i jazzu, więcej, więcej, pisać wiersze lub niewiersze, rozmawiać ze staruszką w parku, z synem maraton bajek bez przesady, jeść borówki prosto z  lasu, chodzić po deszczu... Jeszcze -