17 marca 2012

Dzień Szymborskiej

Pięć "nocek" w pracy odespałem trzema godzinami. Przecież za oknem prawie wiosna! A potem, kiedy wyzwoliłem się spod władzy odkurzacza i brzucha (choć drugiej władzy nie żałuje zważywszy na pyszny sos pieczarkowy z kurczakiem mniam), oddałem się miłej lekturze eseju o Szymborskiej w najnowszym "Śląsku". Piękne zdjęcia i trzy wiersze. Cudowne. I nie koniec: po południu film dokumentalny Kolendy-Zalewskiej oraz godzina z poezją Noblistki w wykonaniu miejscowej grupy Infinitas. Tego mi trzeba było. Zatrzymać się w tej "chwili". Docenić czas. Odejść nieco od ego. Zamienić wszędobylskie "wszystko" w trochę "nic". Szkoda, że Jej nie ma. Dobrze, że można czytać...