12 grudnia 2009

Kopytko skrzata

Tak to 1. grudnia trafiłem do szpitala. Terencjusz dał o sobie znać, a konkretniej, to nerka. Zaczęło się od karetki i izby przyjęć...


...potem na klasyczne łóżko obok dwóch starszych "sercowców".


To prawda, że noce tam są nienajałatwiejsze, lecz dla mnie przeklęty wenflon i kłucie w żyły - to był stres. A słyszałem, że chłopaki nie płaczą.

Poza płatną tv jest w szpitalu siła doświadczeń starych lub "tylko" cierpiących ludzi. Każde łóżko to osobna historia, a każda sala jakby inny świat.


Czasem przychodziła mi na myśl książka Sołżenicyna Oddział chorych na raka, ale gdzie tam na Wewnętrznym II do raka...



Tytuł pochodzi z ust lekarza, który tak się wyraził o moim owocu z głębi przewodów...:)


Nigdy więcej do szpitala. Chyba, że po kolejne dziecko z żoną...