22 czerwca 2009

Realizm widzenia

Podczas rozmowy na temat naszego zmysłu wzroku doszło do pytania nieuchronnego: CZYM JEST TO, CO WIDZIMY?

Z pozoru niewinne pytanie. Odpowiedź nie jest taka: jest tym, co widzimy. To nieprawda, bo nasz wzrok ciągle ulega złudzeniom opytycznym; z resztą okazuje się, że nasz mózg ma PODSTAWOWY wkład w ZROZUMIENIE tego, co widzimy; nawet więcej: nasz mózg częściowo ODPOWIADA za to, co widzimy, bo samo oko stanowi tylko niedoskonały (choć wspaniały i skomplikowany!) narząd fizyczny - rejestrator bez nadanego sensu tego, co "widzi"- rejestruje. Uczymy się widzieć świat takim, jaki jest dzięki (przez?) dorosłym, rodzicom, wychowaniu. Gdybyśmy nie usłyszeli od nich CO TO JEST musielibyśmy sami wszystko tworzyć, nazywać, rozumieć. Ale drzwi zostały już dawno otwarte, choć nie wszystkie na wszystko, co widzimy. Jest wiele spraw, rzeczy, które się jeszcze filozofom nie przyśniły.

Wraca pytanie: CZYM JEST TO, CO WIDZIMY? Wydaje mi się, że na pewno nie jest tym, co widzę w 100 %. Nie widzę wszystkiego. Nie widzę całości. Nie widzę od początku do końca istnienia, tego co chcę zobaczyć. Ale widząc to, co jest COŚ dostrzegam. Tylko po ludzku: ograniczenie, wąski zakres, wybiórczość, cząstkowość, nad(i/lub: niedo)interpretacja, uogólnienia, przedrozumienie, wychowanie do widzenia... Nie wymieniam dalej. NIE WIEM CZYM JEST TO, CO WIDZĘ. Wiem, przypuszczam, że jest to w jakimś stopniu realne. Ale wystarczy popatrzeć na innych i posłuchać (bo często zobaczyć od razu się nie da) a zaraz wiem: TO CO REALNE DLA MNIE, NIE MUSI BYć REALNE DLA INNYCH. Abstrakcja i realizm przeplatają się we mnie. I sam nie wiem gdzie tu PRAWDA? Czy i ona musi być relatywna, zindywidualizowana?