25 kwietnia 2009

Potrzebuję stroju



Pewien muzyk folkowy z Beskidu Żywieckiego tak opowiadał: „Są trzy łoznaki. Czego znaki? Zaroz powiem czego, ale pierw te trzy znaki: pierwszy – jak się masło w izbie nie chce dać zrobić, drugi – jak dudów nijak nie można zestroić i trzeci – jak baby są śtraśnie nerwowe (jak łosy). A to znak, że pogoda się zmieni na gorsze”.
Trochę o nastroju. Sam sobie wyjaśniam, jak to z nim jest. A jest ze mną jak z instrumentem muzycznym i jednocześnie inaczej niż z instrumentem. Zawsze się oburzałem na wszelkie „rady” w kobiecych magazynach, czasopismach. Ale czuję, że dobra rada na nastrój to skarb. Potrzebuję dobrego nastroju. Lecz nie ma nastroju bez konkretu, bez wzorca – stroju. A strój w muzyce to podstawa. Instrument może wtedy pięknie harmonijnie brzmieć. Zastanawiam się jednak jak nie wpaść w dwie pułapki nastrojów – wieczne poszukiwanie tych dopalaczy uczuć oraz jak szukać sposobu na strój bez przeciągania struny?
Skąd dobry nastrój?

- lubię posłuchać klasyki, czasem rocka lub bluesa, a są dni, że wybieram chillout w ciemnym pokoju,
- nocne wyjście nawet na krótko, zadzieram głowę i chłonę TO, albo biorę jakiś optyczny sprzęt (lornetka, teleskop) i jest jeszcze lepiej, synteza piękna!
- dobry film + żona obok = świetny wieczór w dobrym nastroju (żonka! sorry że w tej kolejności),
- czytać czytać czytać – ale tylko na poziomie (precz z chałturą!),
- słodycze, kawa, pizza, piwko – życie nie musi być tylko słono-gorzkie,
- spacer i przyroda – Słońce rankiem, nabieram oddechu i droga do pracy jest spokojniejsza; kwiatek na blokowym trawniku; lubię patrzeć jak zmieniają się drzewa w porach roku,
- poczucie, że dobrze robię – to chyba nazywa się także spokojnym sumieniem; gdy działam wbrew sobie tracę dobry nastrój,
- siedzę w posprzątanym pokoju,
- lubię kupić sobie albo żonie jakąś drobnostkę,
- razem się śmiać, nawet z głupot,
- wspólne spędzam czas z rodziną – odrabiam z nimi i dla nich straty czasu, razem uczymy się cieszyć z głupot, sprzątamy – kurde jakie to ważne i najważniejsze, a na końcu.