23 kwietnia 2009

Ile razy?

Śniło mi się, że umarłem.

To Coś oderwało się jakoś od mojego ciała. Delikatnie szybowało nad ziemią. Widziało mnie - to znaczy ja widziałem siebie, ale od zewnątrz.
(Wyszedłem z siebie.) Jak przez gruba szybę obserwowało rozbity autobus. Widziało ogień i biegających lekarzy. Słyszało krzyki strażaków - jak odgłosy kłótni u sąsiadów. I najważniejsze: po postu zero emocji. Spokój.
Nawet na widok krwi, ran... opanowanie. Potem chciało jeszcze zajrzeć do wielu innych miejsc. Nad Niagarę, na czubek słynnej wieży Paryżu czy do wujka gdzieś tam na Północy. Ale nagle To Coś zostało wciągnięte do karetki z ciałem.

Obudziłem się. I rzeczywiście - umarłem.
Obudziłem się znów i...
Obudziłem się (?)