12 listopada 2015

Świadomie w pochmurność

Jak się nie ma, co się lubi... A miałem i mam kilka dni wolnego. Wczoraj raz pierwszy w oficjalnym biegu - na 11 km, a dziś postanowiłem utrwalić zakwasy spacerem na 8 km w stronę Soły. Lornetka, aparat w telefonie syna (z Endomondo) i ochota mimo chmur. Światło było szare, nawet miejscami ciemno. Nie liczyłem na jakieś świetne zdjęcia. Liczyłem na przyrodę. Najpierw była łyska i kormoran, potem wysoko czapla siwa, sójka, bażant, nawet przepiórki, dużo sikorek i na końcu jakiś latający drapieżnik (może myszołów, ale nie pustułka). Soła rozlana na lewy brzeg pozwoliła mi na odkrycie prawie dzikiej plaży, gdyby nie wszechobecny plastik, puszki piwne etc. Gąszcze ustępują, schną, kładą się na mokrej ziemi. Odbudowa wału solskiego prawie na ukończeniu. Drzewa rozczochrane bez letniego makijażu, pochylone. Kilka starych wyrwanych z korzeniami. Pociętych, rozjechanych ciężkim sprzętem. Może to robota budowlańców? Oby nie. Mało kolorów. Łęg nad Sołą gotowy do zimy.