2 września 2014

Żółty i niebieski

Towarzyszą mi ostatnio - choć niektóre od dawna - kolory, które niosą miłe uczucia i wspomnienia. Na przykład żółty i niebieski.
Kiedy przed laty poznałem osobiście Ukraińców ze Lwowa, zrozumiałem trochę i Wrocław i Wilno. Dlatego tak trudno mi słuchać wiadomości z linii wojennego frontu na wschodzie Ukrainy... Chciałbym jakoś pomóc, ale poza narzekaniem na Putina i opieszałość UE i USA - nic. Myślę o o moich znajomych ze Wschodu i czuję ich troskę o własny kraj, o przyszłość swych dzieci, o zawiedzione nieraz nadzieje na wolność bez udowadniania jej ciągle głodnemu władzy sąsiadowi. Żółty odtąd przypomina mi łany pięknego zboża na Ukrainie, chleb, ziemię i słońce, które w nich zamieszkało. Drugi kolor, niebieski, każe mi wstać z tej ziemi, by spojrzeć w górę, w niebo. Tam na Wschodzie niebo musi mieć inny odcień.
Podczas inwazji Putina na Krym czytałem Sonety Krymskie Mickiewicza. Lubię do nich wracać. Lecz nie o romantyzm mi chodzi. To było jakby osobiste pożegnanie z Ziemią, do której pewnie nigdy już nie trafię.
I nie wiem jak mam zakończyć ten nieudolny wpis. Brak mi puenty. Bo w zasadzie jej nie może być. Nie chcę sobie i innym dawać taniej nadziei, pociechy. Bo przyszłość niewiadoma. Gapię się na te dwa kolory. Czekam.