12 lutego 2014

Zachody

- Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a w chwilę później dodał:
- Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca.


































Dodałbym tylko: no taki styczeń był i ciekawe co dalej... Stąd powroty do pięknych fotografii, do miłych wspomnień z wakacji, do światła, do słońca. Przenoszę się na chwilę, otwieram w czasie okno i wyskakuję na nie-wiadomo-jak-długo. Wracam zazwyczaj za wcześnie zabierając nieco ze światła w kieszeni. Przecież bez nadziei trudno żyć. Nie chodzi o byle jaką szaroburą nibyzimię tego roku, chodzi o serce. Przesuwam swój stołeczek prawie 39 lat o krok i patrzę. Chłonę krajobraz, rozkoszuję się jasnością i ruchem, oddycham. Tylko tyle. Nic więcej nie trzeba. Jeśli stać, to stać. Jeśli oddychać - oddychać. Zbędne myśli odpływają chyba same. Z resztą nie myślę o nich: widzę słońce.

PS
Cztery foto to jednak wschody :)