2 maja 2013

Drobiazgi miejskie

W burzowy dzień 2. maja podczas przymusowego spaceru po mojej dwudziestowiecznej starówce trafiłem na:

- łabędzia na chodniku

- wejście do Sezamu

- "wieże" lokalnego Pałacu Westminsterskiego

Wydaje mi się, że z badziewnym telefonem, służącym za aparat, stojąc na rogu ulic albo w kucki przed brudnym murem walącej się kamienicy... wyglądam jak uciekinier ze "specjalistycznego" szpitala. I właściwie: po co? Hasło "dokumentacja" i mnie nie przekonuje. Żadna sztuka! Poziom zdjęć - szkoda gadać. A jednak. Wolę wspominać te zdjęcia po latach. Oglądać je gdy już ani kamień na kamieniu po tych domach nie zostanie; choć wolałbym widzieć po remoncie. Miasto ma tajemnice, może być fascynujące jak las albo staw, plątanina ulic jak gęstwina traw, stare domy niby pomniki przyrody leśnej, zapachy, odgłosy, ciepło i ruch miasta...