27 listopada 2012

Subsecivae horae


Tak jest. Raz pod wozem raz taxi albo stopem. Ale w sumie nolens volens żyję, ostatnio bardziej zawieszony w czasie. Mam na myśli jego upływ, utrwalanie się w rzeczach, jakby jego przystanki w różnych miejscach (czasem wręcz długi postój) albo nagłe przyspieszenia. Nie wiem jak to jest z czasem. Bo miesza się on z poczuciem czasu innych ludzi. Ten „mój” czas jest ostatnio bardzo elastyczny. Skraca się i wydłuża nieproszony. Co z nim zrobić? Często słyszę, że najważniejsze jest „teraz”. Lecz „teraz” nie ma. To  jasne. Chodzi chyba o jakieś „teraz” rozciągnięte w czasie – suma punktów (punkt nie ma długości) tworząca odcinek (który już ma określoną długość). Staram się więc cieszyć tą chwilą, błagając ją – o ile jest tego warta – żeby trwała. Przeczuwam, że szybko przeminie z wiatrem jesiennym, przynosząc długie mniej miłe godziny i dni. Właśnie, niepewność należy do istoty czasu, o którym można powiedzieć z pewnością, że jest, płynie, trwa, ucieka…


CHWILA 

Idę stokiem pagórka zazielenionego. 
Trawa, kwiatuszki w trawie 
jak na obrazku dla dzieci. 
Niebo zamglone, już błękitniejące. 
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy. 

Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów, 
skał warczących na siebie, 
wypiętrzonych otchłani, 
żadnych nocy w płomieniach 
i dni w kłębach ciemności.

Jakby nie przesuwały się tędy niziny 
w gorączkowych malignach, 
lodowatych dreszczach. 

Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza 
i rozrywały brzegi horyzontów.

Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego. 
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie. 
W dolince potok mały jako potok mały. 
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze. 
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen, 
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie. 

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila. 
Jedna z tych ziemskich chwil 
proszonych, żeby trwały.

Wisława Szymborska