1 lutego 2011

Rok Heweliusza rusza

Jarosław Włodarczyk* 2011-01-31,

W niedzielę 28 stycznia 1787 roku rajcowie miejscy i panowie Sądu Starego Miasta Gdańsk uczcili rocznicę śmierci "nieśmiertelnego Jana Heweliusza, wielkiego astronoma, który urodził się w tym samym dniu roku 1611, a który sto lat temu, opłakiwany przez całą Europę, właśnie w tym dniu zmarł" - relacjonowały gdańskie gazety
Obchody nie należały do uroczystości kameralnych. Począwszy od dwunastej w południe dzwony na wieży kościoła św. Katarzyny - parafii Heweliusza - biły przez godzinę. W tym czasie, w domu (dawnym Golzischer Haus) na Pfefferstadt, który udostępnił na tę okoliczność jego ówczesny właściciel, zgromadziły się najdostojniejsze osoby: królewski burgrabia, trzej burmistrzowie, akredytowany w mieście komisarz polskiego króla, pan radca legislacyjny Friedrich Ernst von Henning oraz rodzina astronoma. Doktor, a zarazem profesor Ephraim Philipp Blech wygłosił piękną mowę do zebranych, wychwalając zasługi wielkiego gdańszczanina.

Po zakończeniu wystąpienia profesora Blecha całe towarzystwo udało się na przyjęcie. Pośrodku rozległego stołu wzrok przyciągała Świątynia Chwały, wykonana umiejętnie i ze smakiem przez cukiernika Krauta. W jej centrum umieszczone zostało popiersie Heweliusza, którego Urania, muza astronomii, dekorowała wieńcem laurowym. U podstawy widniały odpowiednie informacje, zakotwiczające żywot uczonego i ochodzony jubileusz w czasie. Nad popiersiem unosiła się Chwała, która trzymała kartkę z następującym napisem (oczywiście łacińskim): "Pamięć, imię twoje i chwała będą trwać wiecznie".

W tle widoczna była lukrowa kopia pomnika z marmuru, który został przed sześcioma laty wzniesiony dla uczczenia astronoma w kościele św. Katarzyny. Obok popiersia Heweliusza umieszczono popiersia dwóch sławnych astronomów, Mikołaja Kopernika i Tychona Brahego . W końcowych arkadach ulokowano podobizny polskich królów, Jana Kazimierza i Jana III Sobieskiego - darzyli oni wielkim szacunkiem Heweliusza i odwiedzali go w jego obserwatorium.

Po obu stronach świątyni stali dwaj geniusze, trzymając tarcze z sentencjami: "Rzeczpospolitą wspierał radami, literaturę powiększył znakomitymi dziełami, a przecież nie ujrzy zaszczytu umysł tak wybitny" oraz "Wiek przeszły nie widział równego, przyszły - nie ujrzy znakomitszego". Wreszcie na jednym końcu dzieła sztuki cukierniczej stanęło obserwatorium Heweliusza z wszystkimi instrumentami, na drugim zaś - to samo obserwatorium, tyle że w płomieniach.

Po przyjęciu (nie wiemy dokładnie, jak długo trwało) rozpoczęła się iluminacja domu przy Pfefferstadt. W środkowym oknie stanęła Urania z lunetą w prawej ręce, lewą ręką zaś wspierała się na urnie, na której widniał napis: "Poświęcone Janowi Heweliuszowi". W czterech bocznych oknach znajdowały się urny z literami: J. H. C. G., w rozwinięciu: Joannes Hevelius Consul Gedanensis. Po jednej stronie widniał podpis króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, po drugiej - herb miasta. Przy czterech skrajnych oknach umieszczono cztery medaliony oraz napisy: "Radość królów", "Ozdoba Gdańska", "Największy wśród astronomów" i "Podziw świata". Oprócz byłego domu Heweliusza oświetlono także inne kamienice - kilka domów rajców i sędziów Starego Miasta. Na domu przewodniczącego Miejskiej Rady znalazło się jedno słowo: Hevelio. O dziesiątej podano kolację. Około północy goście, którzy w tym dniu - jak zapewnia relacja sprzed dwóch stuleci - dobrze się bawili, rozjechali się do domów.

Natchnienie dla Newtona

Rodzinne miasto przypomniało sobie o astronomie po dłuższym okresie niepamięci. A przecież w swoich czasach Heweliusz zaliczał się do najbardziej poważanych astronomów, i to w XVII wieku, w którym za sprawą Keplera, Galileusza i Newtona ostatecznie dokonała się rewolucja naukowa. Ceniono badania Heweliusza dotyczące powierzchni Księżyca i dziwnego zjawiska libracji ("ważenia się" jego tarczy, dzięki czemu obserwator na Ziemi może oglądać nie połowę, lecz 59 procent powierzchni Srebrnego Globu). Studiując model libracji, Izaak Newton opublikował swoją pierwszą pracę astronomiczną.

Na zawsze w historii astronomii zapisał się atlas nieba Heweliusza, "Firmament Sobieskiego, czyli Uranografia". Uczony wyróżnił w nim gwiazdozbiory: Tarczę, Rysia, Sekstans, Jaszczurkę, Małego Lwa oraz Liska (z Gęsią). Podziwiano gdańszczanina za odkrycia kolejnych komet i za precyzję, z jaką wyznaczał ich trajektorie na tle gwiazd. Stosując w słynnych "Principiach" prawo powszechnego ciążenia do ruchów gwiazd z warkoczem, Newton wykorzystał Heweliuszowe obserwacje komet. W ten sposób na kartach jednego z najważniejszych dzieł naukowych wszech czasów znalazły się dane opatrzone komentarzem: "czas gdański".

Piwo i królowie finansują naukę

Przodkowie Heweliusza przybyli z Niemiec na Żuławy na początku XV wieku; około 1500 roku zawitali do Gdańska. Gdy ojciec przekazywał Janowi interesy, do rodziny należało 12 browarów - z blisko 150 funkcjonujących w Gdańsku. Dwa lata po powrocie z zagranicznych wojaży astronom został członkiem cechu browarników, w 1643 roku zaś - starszym cechu. Znamy jeden gatunek piwa, które warzono w browarach Heweliusza - było to piwo jopejskie, które Gdańsk eksportował nawet do Anglii.

Dochody z browarów szły na finansowanie badań astronomicznych i wydawanie uczonych traktatów. W 1677 roku docenił to król Jan III Sobieski, ogłaszając dokument o następującej treści: "Jan Heweliusz, najsławniejszy w naszym wieku astronom i matematyk, rajca Starego Miasta, oraz Elżbieta Koopman, małżonkowie, ze szczególnej łaski i wyraźnej opinii naszej otrzymują od nas przywilej, że od obciążeń cechu browarników, których nie uznali i które przez zgodę wszystkich ordynków nie zostały zatwierdzone, w szczególności zaś od podatku zwanego workowym mają być zwolnieni, oraz że mają swobodę i prawo warzenia piwa i sprzedawania go w mieście i poza nim bez ściągania wyżej wspomnianego podatku".

Jednak to nie wystarczyło. Heweliusz przez całe życie musiał zabiegać o wsparcie możnych. Kiedy w 1647 roku wydał swoje pierwsze dzieło astronomiczne - "Selenografię, czyli opisanie Księżyca", przedstawił w nim także mapkę wyodrębnionej przez siebie grupy Gwiazd Władysławowskich, starając się w ten sposób zdobyć przychylność króla Władysława IV. Niewiele to dało, gdyż król wkrótce zmarł.

Kolejny władca, Jan Kazimierz (w 1659 roku odwiedził astronoma w jego gdańskim obserwatorium), obdarował Heweliusza posiadłością ziemską oraz przywilejem zezwalającym na założenie własnej drukarni i wyłączną sprzedaż swoich książek.

Gotówka z monarszego skarbca zaczęła płynąć od 1664 roku, tyle że z zagranicy. Król Francji Ludwik XIV zatwierdził listę uczonych i twórców, którym wypłacano pensję. Wśród obecnych na niej 13 cudzoziemców znalazło się nazwisko Heweliusza. Nie można zatem się dziwić, że kolejne dzieła gdańszczanina, "Kometografia" (1668) i "Machiny nieba część pierwsza" (1673), były dedykowane francuskiemu władcy.

„ Machiny nieba część druga” (1679) przyszło już ofiarować innej koronowanej głowie - Janowi III Sobieskiemu. Oprócz wspomnianego już uwolnienia browarów uczonego od podatków władca przyznał mu roczną pensję w wysokości tysiąca florenów (wdzięczny astronom stworzył z niezagospodarowanych dotąd gwiazd konstelację Tarczy Sobieskiego).

Pożar, który strawił przyjaźń

Rok po powrocie do Gdańska Heweliusz pojął za żonę Katarzynę Rebeschkę - córkę sąsiada. Wniosła ona w posagu dwie kamienice przy ulicy Korzennej 53 i 54 - dom ojca pana młodego znajdował się pod adresem Korzenna 55. Na dachach swoich kamienic uczony zbudował dostrzegalnię astronomiczną, która nie miała sobie równej w Europie.

W 1662 roku, po śmierci Katarzyny, członkowie jej rodziny upomnieli się o podział spadku po niej i potraktowali przyrządy naukowe jak zwykły majątek, zamierzając je spieniężyć. Sprawa oparła się aż o króla Jana Kazimierza, który w piśmie do rady miejskiej wyraził zdziwienie, że rajcowie zamiast hołubić chlubę swojego miasta, utrudniają mu prowadzenie prac badawczych.

Kłopoty sprawiali astronomowi także krewni jego drugiej żony, młodszej od niego o ponad 30 lat Elżbiety Koopman. Pomagała ona mężowi w obserwacjach astronomicznych - Heweliusz uwiecznił ją nawet w swojej książce stojącą przy przeziernikach dwóch wielkich przyrządów - wzbudziło to protesty jej rodziny, gdyż o niczym takim nie było mowy w kontrakcie ślubnym!

W 1679 roku na obserwatorium już sędziwego uczonego spadło nieszczęście. Pewnego wrześniowego wieczoru niemal wszystko strawił pożar. Poniesione przez Heweliusza straty wyceniono na 30 tysięcy talarów. Tragedia ta miała wymiar nie tylko materialny. Pisząc o niej uczony żalił się: "Miałem wprawdzie przyjaciół (a Bóg niech zachowa każdego dobrego człowieka od takich przyjaciół), ale zamiast boleć ze mną, cieszyli się z mojego nieszczęścia". Zachowała się opowieść, że gdy wskutek pożaru zawaliła się na stronę sąsiada Heweliusza ściana jednej z kamienic wraz z szafą wypełnioną kosztownościami i srebrami, sąsiad odmówił zwrotu przedmiotów znalezionych na swoim gruncie.

Heweliuszowi, między innymi dzięki pomocy Jana III Sobieskiego i Ludwika XIV, udało się odbudować obserwatorium, choć znacznie skromniejsze. Kilka lat później zmarł, a spuścizna po nim została roztrwoniona przez rodzinę niezainteresowaną astronomią. Dwa niedokończone dzieła wydała jeszcze wdowa po uczonym, pozostałe jednak rękopisy, w tym korespondencję Jana Keplera zakupioną niegdyś przez Heweliusza, córki sprzedały. Podobny los spotkał miedziane płyty z wspaniałymi ilustracjami do "Machiny nieba" i "Selenografii". Ponoć kotlarz z płyty miedzianej z rytowaną mapą Księżyca, która wprawiła w zachwyt całą Europę, zrobił tacę.

Na mocy uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej rok 2011 został Rokiem Jana Heweliusza. Jak miasto może czcić pamięć swojego wielkiego syna, przekonaliśmy się, studiując gazety gdańskie z 1787 roku. Zresztą w rocznicowych obchodach sprzed dwóch wieków ważną rolę odegrali też przedstawiciele głowy panującej. A zatem wzory są i mogą być rozwijane.

*Jarosław Włodarczyk jest historykiem astronomii, profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Historii Nauki PAN w Warszawie i na UMCS w Lublinie.