22 grudnia 2010

Cenzura kiedyś i dziś

Doprawdy ręce mi opadają, bo albo nie rozumiem informacji gazetowo-radiowych, albo żyję w innym wymiarze. Chodzi mi o projekt cenzury mediów publicznych na Węgrzech. Piszę "CENZURY", bo w istocie idzie to w tym kierunku. To jakaś paranoia. Przypomina mi się jedynie, co pisał w swym Dzienniku Stefan Kisielewski o powrocie cenzury w Czechosłowacji roku pamiętnego 1968. Otóż po owej Praskiej Wiośnie i interwencji zbrojnej wojsk Układu Warszawskiego (w tym Polski :( ) wracała w owym kraju "upragniona" stabilizacja socjalistyczna. I wróciła szybko - jako jedna pierwszych - cenzura! Polskie media prasowe ("gorsze od socjalizmu" - pisał Kisiel) okrzyknęły ów wielki powrót jako wspaniały gwarant swobód demokratycznych, których Czechosłowacji brakowało podczas przewrotu 68! Chyba chodzi moim skromnym zdaniem o następujące rozumowanie: bez cenzury panuje samowola, więc potrzeba regulatora, zasad panujących nad społeczną anarchią - oczywiście "regulator" to socjalistyczny... Orwell w całej krasie.


"Węgierska wolność prasy przeżyła 21 lat". Parlament przyjął ustawę medialną

PAP 2010-12-21,

Węgierski parlament przyjął nad ranem drugą część kontrowersyjnej ustawy medialnej, która zdaniem Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie może ograniczyć niezależność prasy. Część ustawy wymagająca co najmniej 2/3 głosów w 386-osobowym parlamencie została przyjęta 256 głosami za, przy 87 głosach przeciwnych, zaś fragmenty wymagające zwykłej większości - 248 głosami za, przy 35 przeciwnych i 16 wstrzymujących się. W obecnym parlamencie rządząca centroprawicowa partia Fidesz ma 263 miejsca.

W momencie rozpoczęcia imiennego głosowania posłowie liczącej 15 osób frakcji partii Polityka Może Być Inna na znak protestu zakleili sobie usta, a dwóch z nich rozwinęło transparent z napisem "Węgierska wolność prasy przeżyła 21 lat". Jeden z deputowanych Węgierskiej Partii Socjalistycznej podczas głosowania podniósł kaganiec.

Ustawa powołuje Radę ds. Mediów, której członków będzie wybierać parlament, a szefa powoływać na dziewięcioletnią kadencję sam premier.

Kary za publikacje, które "nie są zrównoważone politycznie"

Rada będzie mogła wymierzać mediom dotkliwe kary za publikacje, które m.in. "nie są zrównoważone politycznie". Kary mogą wynosić do 200 mln forintów (700 tys. euro) w przypadku mediów elektronicznych i 25 mln forintów (89 tys. euro) w przypadku dzienników lub publikacji internetowych.

Rada ma też prawo kontrolować wszystkie dokumenty mediów jeszcze przed stwierdzeniem wykroczenia. Według ustawy dziennikarze będą zobowiązani ujawniać swoje źródła w sprawach dotyczących bezpieczeństwa narodowego.

Ustawa była ostro krytykowana przez organizacje węgierskie i międzynarodowe, których zdaniem będzie ona skłaniać media do autocenzury.

Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) zwracała rządowi węgierskiemu uwagę na zagrożenia dla wolności słowa, jakie niesie ze sobą reforma medialna w tej postaci.

"To spowoduje zamarcie wolności słowa"

"Jeśli projekt reformy medialnej zachowa obecną postać, poważnie ograniczy pluralizm mediów i niezależność prasy, zlikwiduje autonomię misji publicznej mediów, spowoduje zamarcie wolności słowa i debaty publicznej, a wszystko to są kluczowe wartości w demokracji" - pisała na początku września przedstawicielka OBWE ds. wolności mediów Dunja Mijatović w liście do węgierskiego ministra spraw zagranicznych Janosa Martonyiego.

W poniedziałek wieczorem blisko 1500 osób protestowało przeciwko ustawie w pobliżu węgierskiego parlamentu w Budapeszcie. Manifestację zorganizowano spontanicznie za pośrednictwem internetowego portalu społecznościowego Facebook.

Węgierski parlament pod koniec lipca przyjął pierwszą część krytykowanej reformy, dotyczącą zmiany struktury nadzoru mediów publicznych.