6 listopada 2010

Kochany Kisiel


Za "radą" Waldorffa zabrałem się za Stefana Kisielewskiego. Sporo znalazłem w moich bibliotekach miejskich a głównie: felietony z Tygodnika Powszechnego i Dzienniki. Obecnie jestem w trakcie felietonów z lat 1945-1971 "100 razy głową w ściany" etc. Moje małe odkrycia to żywy i ciekawy obraz polskiej powojennej i prawie socjalistycznej rzeczywistości. Kisiel pisze fantastycznie! A przecież to było 60 lat temu! Kto dziś tak pisze? Może Pilch. W tych felietonach są i te skonfiskowane przez cenzurę. Nie ma wprawdzie przypisów czy wyjasnień, ale Kisiel pisze jasno i łatwo nawet teraz szybko dojść o co chodziło - choć nie w 100 % oczywiście. Niektóre z artykułów prowadzą do łez śmiechu i także wzruszenia, inne sieją grozę, inne zadają pytania (np.: jak oni mogli tak żyć? skąd w nas było (jest?) tyle głupoty? co naprawdę się zmieniło po przeszło pół wieku? dlaczego doszło do takiego obrotu historii Polski?...), a prawie wszystkie zarażają świeżością myślenia. Jestem głupim młodzikiem, ale kiedy czytam jego felietony chcę powiedzieć: stary dobry Kisielu, co Ty gdzieś tam w idealnym świecie harmonii myślisz sobie o nas, o mnie; z kim stukasz się kielichem; kogo przeklinasz na głos - bo wiesz ludzi z taką jak ty historią życia i słowem brakuje dziś; a byłeś swojski krakosko-warszajwski zarazem światowy z krwi i kości człowiek.
Wrócę do Ciebie jeszcze...