8 marca 2010

O słyszeniu raz jeszcze

Z Gazety Wyborczej...

Audioskóra

Olga Walendziak 2010-03-06, ostatnia aktualizacja 2010-03-05 16:12:11.0

Lekki podmuch powietrza może zmienić sposób, w jaki odbieramy dźwięki - dowodzi badanie opublikowane w magazynie "Nature"

Codziennie stykamy się z setkami słów, często nawet nie zastanawiając się nad funkcjonowaniem zmysłu słuchu. Wystarczy jednak, że ktoś nagra nasz głos na taśmę, a popadamy w lekką konsternację. - To ja? Niemożliwe! To okropne, nie wiedziałem, że mój głos jest tak irytujący... - mówią często osoby, które po raz pierwszy usłyszały swój głos na nagraniu. Dzieje się tak dlatego, iż inaczej odbieramy dźwięki z zewnątrz, a inaczej pochodzące z naszego wnętrza. Mowa jest bowiem czymś więcej niż tylko produktem jamy ustnej odbieranym przez ucho. Mówienie i słuchanie to złożony proces, w którym uczestniczy wiele zmysłów.

Nie samym uchem słyszy człowiek

Oprócz uszu, człowiek "słyszy" np. kośćmi czaszki (stąd wielkie zdziwienie, gdy usłyszymy swój głos z zewnątrz, a nie od środka, jak byliśmy przyzwyczajeni), oczami (dlatego tak bardzo irytują nas nieudolnie zdubbingowane filmy - instynktownie czujemy, że ruch warg aktorów, który widzimy na ekranie, nijak ma się do słyszanego przez nas dialogu) a także, jak dowodzą najnowsze odkrycia, skórą.

O ile nie jest nowością fakt, że przez skórę można odczuwać np. rytm piosenki (dzięki czemu np. na perkusji mogą grać głusi), o tyle pytanie, czy przez skórę można odczytać także głoski, długo pozostawało bez odpowiedzi. Rozwikłania tej zagadki podjęli się dopiero lingwiści Bryan Gick i Donald Derrick z University of British Columbia w Vancouver (Kanada), a wyniki ich pracy opublikowano w magazynie "Nature".

Dotyk dźwięku

Eksperyment miał na celu zbadanie, czy delikatny podmuch powietrza sprawi, że głoski będą inaczej słyszane. Badacze wyszli z założenia, iż wymawianiu angielskich głosek przydechowych (np. t lub p) towarzyszy lekki powiew powietrza, podczas gdy głoski nieprzydechowe (np. d lub b) nie generują takiego powiewu. Badanym puszczano przez słuchawki sylaby pa lub ba w jednej części badania, w innej zaś puszczano im sylaby ta lub da. Jednocześnie ich dłoń lub szyję poddawano działaniu lekkiego, niemal niezauważalnego podmuchu powietrza. Ochotników proszono, aby za każdym razem za pomocą przycisku wskazywali, jaką sylabę właśnie usłyszeli.

Okazało się, że pod wpływem delikatnego powiewu powietrza badani częściej uznawali słyszaną przed chwilą sylabę za zawierającą głoski przydechowe, natomiast w przypadku braku takiego powiewu byli przekonani, iż usłyszana sylaba zawierała głoskę nieprzydechową. Zatem badany, który np. usłyszał sylabę ba pod wpływem podmuchu powietrza mógł ją pomylić z sylabą pa, natomiast przy braku podmuchu mógł usłyszeć sylabę ba, gdy z słuchawek dobiegała sylaba pa.

Powietrzem w niedosłuch

Oczywiście w życiu codziennym rzadko słuchamy pojedynczych sylab i często nieświadomie rozszyfrowujemy słyszane treści na podstawie kontekstu - dlatego np. nie mamy większych trudności ze zrozumieniem piosenek słuchanych przez słuchawki. Bodźce wzrokowe i dotykowe są więc raczej kanałami dostarczającymi dodatkowych wskazówek, a nie głównym źródłem. Jednak opisane wyżej badanie jest ważne co najmniej z dwóch powodów; po pierwsze, uświadamia nam, jak bardzo złożony jest proces odszyfrowywania słyszanego komunikatu, w którym biorą udział nie tylko słuch i wzrok, ale też dotyk. Po drugie, może stanowić nadzieję dla osób mających trudności ze słuchem. Skonstruowanie aparatów wzmacniających towarzyszące mowie podmuchy powietrza mogłoby pomóc w rozwianiu problemów ludzi borykających się z niedosłuchem.

Olga Walendziak


Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - www.wyborcza.pl © Agora SA