4 października 2014

Ciekawy świat

Właśnie oglądałem z synem niektóre z filmów w Gazecie Wyborczej w serii Wielkie pytania małych ludzi . Przystępna forma, interesujące pytania z życiowych sytuacji (choć nie tylko) i zaangażowanie młodego człowieka - to wyznaczniki, które staram się nieudolnie przykładać do relacji z synem. Czasem trzeba po prostu siedzieć i pracować ręką i głową nad biurkiem, ale jeśli się da wolę zwiać... np.: do Muzeum Iluzji w Łebie, Planetarium w Chorzowie, nad Sołę, na balkon żeby pooglądać księżyc, nad nasze stawy Kruki, do jakiegoś Muzeum w Krakowie, do parku pogrzebać byle gdzie, nawet do oświęcimskiej Synagogi Chewra Lomdei Misznajot itp. Nie chodzi o chwalenie się i "słit focie" nawet bez "fejsu". Chodzi o wspomnienia i ciekawość życia, o myślenie i poczucie bycia w pięknym mimo wszystko jakoś racjonalnym świecie... Duże słowa. Wystarczy. Trochę własnych "foć" (liczba mnoga od "focia"?), aby nie zapomnieć:





















29 września 2014

Kuszący Ogród Lema

Kolejna próba dojazdu do Ogrodu Doświadczeń w Krakowie powiodła się, ale nie przypuszczałem, że po prostu zabraknie nam czasu. Park jest piękny.  Ładna lokalizacja obok Areny i M1 itd. Dojazd w sumie łatwy. Lecz najważniejsze w Ogrodzie po drodze,  czyli w punktach z doświadczeniami fizyczmymi. Opisy są OK, ale bym je jeszcze uzupełnił BARDZO PROSTYMI SKRÓTOWYMI poleceniami, żeby doświadczenie mogło się udać. Chodzi mi o zwyczajną ludzką i dziecięcą niecierpliwość,  no i... brak czasu. Muszę tam znów zawitać i to z zapasem minimum dwóch godzin. Warto! I najważniejsze: trzeba ciągle pytać siebie DLACZEGO? DLACZEGO? DLACZEGO?








18 września 2014

Bajki

Nuda produkcyjna (chodzi o mój Syndrom Fascynującej Pracy - SFP lub po prostu syndrom F) wymusza na mnie od czasu do czasu "twórcze syntezy" na temat. Bajki... są jak rzeka dzieciństwa upalnym latem u babci. Łzy się w oku kręcą... Ale do rzeczy! Musiałem temat ów potraktować niemal rankingowo, lecz nie jestem pewien, czy kolejność będzie właściwa - bo raczej bez znaczenia w ramach kategorii, czy nie dodać tego i owego, czy mój osąd/gust się nie zmieni, no i przecież ciągle powstają nowe bajki.



Szczyt listy:
Rango - muzyka, dialogi i scenariusz na medal
Mary i Maks - za piękną historię i pomysł
Ralf demolka - bajka inspiracji

Łzy dzieciństwa:
Rumcajs - prostota i miłe wspomnienia
Krecik - po prostu mnie ujął
The Muppet Show - klasyk sam w sobie
Było sobie życie - i inne było sobie... noszę w sobie z wdzięcznością
Asterix i Obelix - kocham ich po prostu

Rewelacje z synem:
Spongebob Kanciastoporty - wiem, że to często abstrakcja z domu wariatów, ale go lubię i już
Pingwiny z Madagaskaru - co za inwencja w tak ciasnym zoo
Shrek - zwłaszcza 1. część
Kung-fu Panda - ciekawe także w serialu

Polska:
Katedra - od niej Bagiński znaczy dla mnie więcej
Świteź - a mnie się podobała

Co dalej?
Czy Noam Chomsky jest wysoki czy szczęśliwy?
Muppety
Kot rabina

Nie znalazły się popularne bajki Disneya - ładne i niebanalne, ale brakuje im czegoś mniej uchwytnego. Bolka i Lolka znam niemal osobiście, lecz od kiedy znaleźli głos... Poza tym jest na ekranach mnóstwo ciekawych rzeczy, w formie serialowej i jednorazowych produkcji kinowych. I nie potępiam bajek zwariowanych, szalenie szybkich, z bohaterem mających 10 żyć, preferujących jakąś filozofię czy religię,  naukowych, historycznych,  przeładowanych morałami etc. etc. One też mają prawo istnienia-oglądania, bo nie wiadomo, co akurat trafi w serce, w rozum, w sumienie,  do wyobraźni.  Kochajmy bajki ♡ nie tylko dla dzieci!

2 września 2014

Żółty i niebieski

Towarzyszą mi ostatnio - choć niektóre od dawna - kolory, które niosą miłe uczucia i wspomnienia. Na przykład żółty i niebieski.
Kiedy przed laty poznałem osobiście Ukraińców ze Lwowa, zrozumiałem trochę i Wrocław i Wilno. Dlatego tak trudno mi słuchać wiadomości z linii wojennego frontu na wschodzie Ukrainy... Chciałbym jakoś pomóc, ale poza narzekaniem na Putina i opieszałość UE i USA - nic. Myślę o o moich znajomych ze Wschodu i czuję ich troskę o własny kraj, o przyszłość swych dzieci, o zawiedzione nieraz nadzieje na wolność bez udowadniania jej ciągle głodnemu władzy sąsiadowi. Żółty odtąd przypomina mi łany pięknego zboża na Ukrainie, chleb, ziemię i słońce, które w nich zamieszkało. Drugi kolor, niebieski, każe mi wstać z tej ziemi, by spojrzeć w górę, w niebo. Tam na Wschodzie niebo musi mieć inny odcień.
Podczas inwazji Putina na Krym czytałem Sonety Krymskie Mickiewicza. Lubię do nich wracać. Lecz nie o romantyzm mi chodzi. To było jakby osobiste pożegnanie z Ziemią, do której pewnie nigdy już nie trafię.
I nie wiem jak mam zakończyć ten nieudolny wpis. Brak mi puenty. Bo w zasadzie jej nie może być. Nie chcę sobie i innym dawać taniej nadziei, pociechy. Bo przyszłość niewiadoma. Gapię się na te dwa kolory. Czekam.





15 sierpnia 2014

Było morze

Już tęsknię za morzem.
Zawsze tak jest, gdy było intensywnie.
Mimo mrowia ludzi na plaży i restauracjach.
Do piasku pod gołymi stopami.
I do szumu.
Teraz widzę horyzont poszarpany górami.
Wtedy było inaczej.
Bezkresny widok.
Wymagające jest morze.
Tak daleko.
Za rok może.






2 sierpnia 2014

Teraz

Zacznę od stwierdzenia, że nie ma żadnego "teraz". Wszystko płynie drga mimo i z powodu upalnych zastojów byłego lipca roku 14. W mojej przestrzeni osobistej także zmiany. Mam na myśli dwutygodniowy rozwód z pracą zwany sztubacko wakacjami. Będzie za to inna przestrzeń morskiej wody i mam nadzieję trochę gór. A w sercu maj, bo szykuje się superzakup nowego teleskopu. Tak wracają czasy po studiach, gdy fascynował mnie ciężki i porządny "Newton" od Uniwersała z Żywca. Chyba w rytmie ułożyła się ostatnia niespodziewana lektura "Niezwyciężonego" Lema. Już nabrałem ochoty na plażowe (pewnie się nie uda) czytanie całonocnej raz uchwyconej "Solaris", która czeka w podróżnym plecaku.

21 lipca 2014

Na Magurkę mimo wszystko!

To była nasza - syna i moja - pierwsza wspólna we dwoje wyprawa górska. Choć górska prawie, bo Magurka... strasznie zdeptana, okropnie zajechana rowerami i gąsienicami i traktorami i chyba czym się da w służbie cywilizacji. Ale jest las, szlak, schronisko i klimat Beskidu Małego. Wybrałem podejście z Wilkowic kolorem zielonym na szczyt a zejście czerwonym do Mikuszowic. Po drodze jest taka liczba bocznych ścieżek, dróg nawet, tras zwózki drewna i transportu kamieni, że łatwo o pomyłki i nasze błądzenie było uzasadnione. Szkoda, że Wietrzna Dziura nam się schowała. Kolejny raz ją znajdziemy, a było blisko. Wiele zmian na Magurce. Narciarze ostro zajęli teren. Widziałem jakieś ogromnie szerokie drogi kamienne. Po co tam? W schronisku PTTK tymczasem syn wziął frytki a ja kwaśnicę. Lecz mało było i na dokładkę w bielskiej Sferze jeszcze do Maca. Mamie przez to (bo zabrakło czasu) umknęła słynna bielska bułka z pieczarkami na PKP. Prawdziwy apetyt na góry jednak dopiero przed nami. Tak myślę: syn ma mnóstwo siły a moje kolano na razie cicho sza.

A przy okazji postanowiłem zebrać górskie osiągnięcia syna (za 2 miesiące 8 lat!) w kolejności chronologicznej:

  1. Wielka Czantoria
  2. Szyndzielnia
  3. Klimczok
  4. Błatnia
  5. Gubałówka
  6. Magurka











11 lipca 2014

Wśród drzew Soły

Postanowiłem - tym razem bez syna, który pierwszy raz na kolonii moczy nogi nad morzem - udać się w moje miejsce znane z ingerencji bobrów solskich. Fotorelacja z poprzedniej wyprawy tu Wyprawa-długo-oczekiwana oraz drugi odcinek Wyprawa-bobrowa. Był wtedy grudzień, teraz pełnia lata i to stanowi różnicę. Musiałem zrezygnować z trasy zimowej. Chaszcze, gąszcze jeżyn i krzaków, wyższe ode mnie rośliny na wiotkich łodygach, wielkie skupiska traw i wiele innych oznak bujniej przyrody. Z ledwością uszedłem na pociętych nieco nogach 50 metrów. Z trudnością odnalazłem pierwszą osadę bobrów - ścieżka była ciągle widoczna na ziemi i wydreptana! Powiedziałem sobie: koniec, porażka, dalej nie mogę iść... Zawróciłem na przeciwpowodziowy wał Soły, który był nieźle przygotowany dla pieszych (po wale Wisły sprzed tygodnia można było jechać rowerem). Pociągałem pokonany w kierunku Starego Miasta mając nadzieję, że uda mi się wrócić na zarośniętą ścieżkę nad rzeką. Udało się dotrzeć tam koło mostu kolejowego a potem łatwiej już prawie do końca. Kilka zdjęć z tych okolic: zachwycające drzewa w królestwie prawie dzikiej (to znaczy dawno przez człowieka nie dotykanej) przyrody nadrzecznej. Na koniec, po trudach, na pociechę trafiłem na pyszny napój cedrowy w byłym domu Szymona Klugera, czyli Cafe Bergson w Oświęcimiu... miły klimat, wnętrze z historią, spokój i smacznie też.