22 stycznia 2015

Eurobiznes 2015

Wśród różnych gier planszowych w pokoju mojego syna nie było jeszcze jednej kultowej z czasów PRL-u. Nie znudziło nam się Skrable ani Zgadnij kto to?, ale na Eurobiznes pierwszy on właśnie wpadł. Już w to grał u kolegi, więc Allegro pomogło. Po rozpakowaniu dotarło do mnie, że tzw. wykończenie produktu jest poniżej poziomu użytkowania i estetyki. Plansza główna cienka jak..., karty i pieniądze też jak..., a kolory...  Może przeżyje miesiąc. I to producent w, moim Bielsku! A może TAKI był ten cały PRL? Cienki i szary.
No, ale po 5. min. utyskiwań,  zasiedliśmy i... 4 godziny z głowy! Świetna zabawa. Zwycięstwo zasłużone należało do Maksa, który do bankructwa doprowadził mamę a mnie niewiele brakowało, choć raz podniosłem się z poziomu 90 $. Polecam, bo to autentycznie rodzinne party.


11 stycznia 2015

Jeszcze o czytaniu w GW

Książki 2014

Dla potomności i własnej, raczej wątpliwej, satysfakcji postanowiłem wrzucić raczej niepełną listę książek papierowych,  które czytałem (niekoniecznie przeczytałem i niekoniecznie z przyjemnością) w 2014 roku:


  • Sokołowski, Ptaki Polski 
  • Krynicki, Wiersze wybrane
  • Waltari, Coś w człowieku
  • Lem, Solaris
  • Tokarczuk, Bieguni
  • Varga, 45 pomysłów na powieść
  • Baran, Dom z otwartymi ścianami
  • Bargielska, Bach for my baby
  • Zagajewski, Wiersze wybrane
  • Melville, Herman Moby Dick czyli Biały wieloryb
  • Shakespeare, Hamlet
  • Zagajewski, Powrót
  • Lechoń, Poezje
  • Russell, Problemy filozofii
  • Arno, Gałczyński poeta niebezpieczny
  • Stasiuk, Wschód

10 stycznia 2015

Mało

Często przekonuję się, że najprostsze rzeczy w życiu kosztują chyba najbardziej. Myślę o ROZMOWIE. Dar spotkania osób, nieistotne co stoi na stole, taki oczywisty. A jednak może wiele zmienić. Wynalazek ludzkiej mowy zasługuje na jakiegoś Nobla. Ktoś powie, że to tylko gadanina.  Może i tak. Dziś dla mnie była trudna, odkrywcza, wymagająca, ważna, dająca nadzieję.


6 stycznia 2015

Pełnia szczęścia

Pierwsza księżycowa pełnia zburzyła mi dwie noce, podczas których miałem sporo czasu na rozmyślania. Nie są to żadne mądrości. Żadne odkrycia. Raczej nowy (albo tylko tak mi się wydaje) sposób uporządkowania tematu SZCZĘŚCIE. Pewnie każdy ma własną definicję, przepis na...,  zbiór składników. Ja zacznę od litery P:


  1. Pożytek
  2. Piękno 
  3. Prawda
  4. Przyjaźń
  5. Przyjemność 
  6. Poświęcenie 
  7. Pasja
  8. Prostota 
  9. Pełnia 
  10. Pragnienie 
  11. Przyroda 
  12. Przebaczenie 
  13. Pamięć
  14. Potomstwo 
  15. Pieniądze 
Kilka uzupełnień.
Pożytek to DOBRO, a z dwoma kolejnymi to klasyka filozofii (transcendentalia). Więc niczego nie wymyślam. Przyjaźń to MIŁOŚĆ, być może NAJWAŻNIEJSZA w tej liście. Wiem, że pieniądze,  przyjemność czy potomstwo dla wielu albo nieosiągalne albo niepotrzebne albo nawet szkodliwe dla pojęcia szczęścia. Nic nie poradzę - są dalszymi składnikami mojego pojęcia. Zgadzam się z pointą, że "...nie dają", ale postanowiłem się do nich przyznać.  Nie jestem mnichem buddyjskim.  Szczęście nie jest jednym z tych 15. elementów. Jest pomiędzy. Zawsze,  zdaje mi się, przychodzi obok,  mimo,  pośród i chyba nigdy na zawołanie, jako prosta odpowiedź,  jakby wynik poprawnego działania.
I takich zaskoczeń szczęściem życzę sobie i wszelkim nielicznym Czytelnikom ☺. 

25 grudnia 2014

Sein und Klaus

Żadne to odkrycie i nie powstało po holiłoodzkim filmie typu happy chrystmas,  raczej po spacerze z dziećmi nad niejedym stawem w te święta i szukaniem starych dębów,  lip, brzóz, kormoranów, żurawi,  cyranek, setek mew  i rybitw..., raczej po szczerej właśnie szczerej rozmowie z żoną i już po daniach,  po niby wigiliach - chodzi o prawdę i obecność bliskiego mi człowieka. To jest zasada istota tych i wielu innych świąt.

wietrzna wigilia


14 grudnia 2014

Twarze

Czasem prześladuje mnie przyszłość. Widzę znajomą twarz kobiety i w okamgnieniu jest starsza o 30 lat. Wystarczy jakiś grymas, skrzywienie i już. Na szczęście "wizja" mija. Ale myśl o przemijaniu zostaje. Golę się rano. Znów ten sam widok. Jaki będę na starość? Kolejne siwe włosy, obwisła skóra. Co jednak w środku, w głowie, czy tam także zmiany? Zdzieram krótki zarost. Odmładzam się na starcie dnia. A potem myśl o synu. Czy kiedyś wybierzemy się na piwo, aby pogadać o polityce, o nowościach w bibliotece, o dziewczynach? Może zbyt mocne słowo "prześladuje". To raczej lęk, by nie stracić czegoś ważnego z "teraz". Ale przecież to nieuniknione.  W jakimś sensie wszyscy jesteśmy zakładnikami przyszłości. 

30 listopada 2014

Na koniec listopada

Jutro już grudzień, więc czas ostatni do podsumowania listopada: syn szpitalu, żona też ciągle u lekarzy, jedno rozczarowanie astronomiczne (chodzi o dziedzinę, a nie rozmiar,  chociaż...) oraz wszechogarniający chłód przedzimia. Ale najpierw nasze pierwsze polskie szpitalne halołin z obowiązkowym wycinaniem dyni.




Skończywszy Gałczyńskiego Drawicza wziąłem się za Gałczyńskiego Arno nowiutkiego jeszcze pachnącej. A tu z Galerii Książki w moim Oświęcimiu przyniosłem Wiersze Zebranie Krynickiego, atlas ptaków Sokołowskiego i Mikę Waltariego,  który jednak okazał się porażką. Mało tego w czwartek byłem na spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem, a Wschód doszedł w środę. I autograf jest!
Czekam z utęsknieniem  na śnieg.  Może on nieco zrekompensuje mi brak słońca. 

21 października 2014

Tatry drugi raz

W tym roku to była nasza rodzinna kolejna eskapada w Tatry. Urlopy były i deszcz też. Kto nas jednak zatrzyma? Tym razem - wspominając poprzedni w sumie nieciekawy rajd szynowy na Gubałówkę - żona miała chęć na coś większego: Kasprowy Wierch i Morskie Oko, czyli klasyk! Poczułem, że łyknęła bakcyla górskiego, lepiej - tatrzańskiego. Syn mnie zaskoczył. Nie narzekał na nudną długa drogę i parł do przodu. Mam nadzieję że kiedyś to sobie przypomni... I co nam zostało? Poza zdjęciami, wspomnieniami, pełną głową Tatr - tęsknota. Już planuję następną rajzę, trudniejszą. Bo trzeba w górę. Hej, Poeto, masz rację:

Wirszyczkami,
Turniczkami,
Za orłami,
Kozicami,
Od krzaka do krzaka
Z buczaka na pniaka!
Hej!
















12 października 2014

Przez mgłę

Do trzech razy sztuka i wreszcie  udało nam się wstać  na późny notabene wschód  słońca w październiku. Słusznie  liczyłem na pogodę w minionym tygodniu, choć kilka chmurkę dodałoby kolorytu pokazowi. Sobotni ranek ciepły z czystym niebem przywitał mnie i syna mgłą tak gęstą, że naprawdę inaczej oddychaliśmy, a w powietrzu wisiał dziwny zapach. Mokra ławeczka wędkarska a przed nią tylko brzeg jeziora i prawie wszystko. Jak dla ośmiolatka niewiele atrakcji. Wytrzymał na szczęście do wschodu, także raczej nie imponującego. Dla mnie i tak rewelacja.

Chciałem, zamiast samemu pisać, umieścić tu wiersz pod internetowym hasłem: mgła-jezioro-wiersz-Gałczyński (lub bez niego), ale przeraziłem się  nadmiarem propozycji,  banałami...