2 listopada 2015

Faktury jesienne

Chodzi mi oczywiście o plastykę w przyrodzie. Nie o sezonowe pieniądze.
Raczej łatwo to zauważyć. Wystarczy może przybliżyć nos albo oko. Albo oddalić się nieco.
Rolę gra światło i kolor, cień i wypukłość. Nie znam się na tym. Piszę, bo to widzę.
W zasadzie każdą powierzchnię - po znacznym przybliżeniu - dałoby się "przerobić" w fakturę. Chyba dlatego, że faktura jest jej podstawowym elementem budowy. Powielona taka "cząstka elementarna" struktury nadaje się na parkiet pokojowy, na tapetę ścienną, na ekran komputera.
Ale nie myślę na serio o zastosowaniach faktury. Wystarcza mi, że jest. Że to widzę. Czuję.
A teraz kilka moich zdjęć jesiennych.


















28 października 2015

Stodoła

Wprawdzie dziś miałem miłą wycieczką nad Sołą, ale postanowiłem - po wielu tygodniach milczenia - wrzucić kilka myśli o stodole i zdjęć tejże. Właściwie dlaczego stodoła? Z przypadku podczas wspólnego rodzinnego spaceru w sobotę.  A była okazja dla mnie i nie tylko  - piękna i rzadka i radosna. Jakby drugi ślub, choć wcale go nie było i jakby nowe małżeństwo, ale jest to samo, mojej Siostry, której gratuluję i życzę znów wytrwałości po dechę grobową, co nie tak szybko... No i ta stodoła wyrosła przed nami po obiedzie. Stała tam (przy stadionie RKS-u) od 1902. Stadionowi się nie marzyło, że będzie a ona stała i służyła ludziom i bydłu. Teraz za drutami. Niby to obóz jakiś? Nie. Niby nie wolno wchodzić? Wszedłem. Lubię takie pomniki. Bardziej niż ze spiżu, betonu, granitu. Jej starość pachnie mądrością. Ładna jest. Zarasta zielenią, ale się nie daje. Nie lubi tego ruchu aut tuż za płotem. Ale kusi czerwienią. Nikt nie wstępuje. Czeka na drugą młodość, życie, choćby drugą mini szansę, choćby wierszyk, fraszkę, sonecik, haiku.












15 września 2015

Wenus

5 rano. Opuszczam ciepły dom, by jeszcze na chwilę zasnąć w autobusie przed pracą. Już w kuchni widzę przez okno, że gwiazdy dopisują. Skręcam za rogiem bloku i nie wierzę. Ogień z jakiejś dziury w niebie wyświeca energię. Co to jest? Pytam, ale przecież wiem. To musi być Wenus! Obok przyćmiony blaskiem tamtej Syriusz. Dalej wznosi się Orion. Niemal w zenicie Plejady. Gapię się na Wenus. Jak to możliwe? Tyle światła. Na wiosnę nie pozwoliła mi siebie oglądać przez teleskop. Teraz nagroda na gołe oczy...

13 września 2015

Koniec pana

Drzewa ścięli. Urocze krzaki nie istnieją. Może może odrosną. Żelazny mój pan przestawiony. Jakieś betony, zakazy wejścia. Na gołej ziemi zardzewiałe fragmenty. Ukryty stary mechanizm teraz stoi w pełnym słońcu. Nie rozumiem dlaczego. Prawie metafizyczne doświadczenie już się nie powtórzy. Jego miejsce zajął plan inżyniera. Nie mam żalu. Porządek być musi. Zmienię tylko ścieżki nad stawami. Poszukam innych panów. Prawie jak zwierzę - dostosuję się.













7 września 2015

Nie odchodź

Coraz bardziej cenię sobie wolny czas z rodziną. Wypad rowerami w deszczu z żoną na zakupy, na rynek. Albo we trójkę nad Sołę. Do schroniska dla zwierząt z synem, na spacer z jakimś pieskiem. Albo - no już częściej samemu - nad moje Kruki, trzy jeziora.

Co tam właśnie słychać i po drodze, sprawdziłem w niedzielę.
Wreszcie zimno. Wiatr spory, im niżej nad stawy. Na szczęście bez deszczu. Ponad dwa miesiące skwarów sprawiły, że taki dzień, to odpoczynek. Rzadkie uczucie chłodu. Drzew uginających się pod naporem wiatru, fal bijących w wędkarski brzeg.
Liść lipy całkiem żółty. Już jesień? Inny w gęstwinie nad rzeką ledwo dotknięty czasem zmiany. Fascynująca pomarszczona gruszka. Jak stary człowiek. Dopiero powiększenie wydobywa więcej prawdy. Następna zjedzona, bez zrywania. Dzieło ptaków. I owoce lata: orzechy, kasztany, dzikie jabłka, róże, słodkie (próbowałem:) jeżyny, jarzębiny.

Zaczyna padać. Żona dzwoni zmartwiona, że zimno, wieje. Wracam. Żal lata. Żal ognisk, przytulnej trawy, słońca nawet w nadmiarze, czerwonych wschodów księżyca, ciepłych długich wieczorów, zapachu...