19 lipca 2012

Rajd szachowy

Lato intensywnie daje mi popalić szachami. Codziennie kilka partii, w tym jedna z człowiekiem! - jak to brzmi cum homo, a reszta z kim, z CZYM? czyli witamy w XXI wieku - jedno / dwa zadania z kombinacjami, trochę analizy partii na bieżąco i tak prawie codziennie. Oprócz tego normalne rodzinno-zawodowe życie. Cha, zacząłem spotkania z dzieciakami (podstawówka, w porywach 7 osób) w mojej bibliotece. Pierwszą godzinę wytrzymali, sukces, bo zasady podstawowe to dla nich nuuuda. Na drugi dzień już graliśmy już prawie samodzielnie. Cieszy mnie to, bo chcą jeszcze i będzie jeszcze. Nawet dałem sobie mata zrobić i to z radością ku uciesze młodej szachistki. Ale za tydzień będę ostrzejszy i bez szewskiego się nie obejdzie :) A teraz prawie śpię. Bo tu przecież 3. zmiana a odespać nie mam kiedy.

PS. dwa przypadkowe zdjęcia partii z kolegami


11 lipca 2012

Masywni masochiści

Damno dawno temu... pisałem pod etykietą "Frustracje Znormalizowane" nieco żaląc się nad głupawym systemem w pracy, nad sobą zaprzęgniętym w kieracie pracuj-do-oporu.pl, czyli: oj nie udało się Panubogowi poza zębami i starością i ta ludzka konieczna przypadłość - praca, harówka, robota, szychta. I nic się nie zmieni! Będę dalej "płodził".

Przeżyłem kolejną "lekcję", czyli jakieś szkolenie - trwające nb. najdłużej 10 sekund! - polegające na wzrokowym przyswojeniu kilku obrazków i podpisie w określonym polu. Tyle. Oczywiście wszystko podczas czynności technologicznych ble ble ble. Więc potem mam duuużo czasu, aby ów ważki materiał sobie przemyśleć, przetrawić, przyswoić lub zwymiot. Oto owoce moich przetrawień w postaci równowaznika zdania, czytać z akcentem na "mas":

masowa masturbacja masłem
masywnych masochistów i masakrycznych maskulinistów
maskowanych mass mediami masonów-masarzy
w Massachusetts 

27 czerwca 2012

Różewicz codzienny


Opowiadanie o starych kobietach

Lubię stare kobiety
brzydkie kobiety
złe kobiety

są solą ziemi

nie brzydzą się
ludzkimi odpadkami

znają odwrotną stronę
medalu
miłości
wiary

przychodzą i odchodzą
dyktatorzy błaznują
mają ręce splamione
krwią ludzkich istot

stare kobiety wstają o świcie
kupują mięso owoce chleb
sprzątają gotują
stoją na ulicy z założonymi
rękami milczą

stare kobiety
są nieśmiertelne

Hamlet miota się w sieci
Faust gra rolę nikczemną i śmieszną
Raskolnikow uderza siekierą
stare kobiety są
niezniszczalne
uśmiechają się pobłażliwie

umiera bóg
stare kobiety wstają jak co dzień
o świcie kupują chleb wino rybę
umiera cywilizacja
stare kobiety wstają o świcie
otwierają okna
usuwają nieczystości
umiera człowiek
stare kobiety
myją zwłoki
grzebią umarłych
sadzą kwiaty
na grobach

lubię stare kobiety
brzydkie kobiety
złe kobiety

wierzą w życie wieczne
są solą ziemi
korą drzewa
są pokornymi oczami zwierząt

tchórzostwo i bohaterstwo
wielkość i małość
widzą w wymiarach właściwych

zbliżonych do wymagań
dnia powszedniego

ich synowie odkrywają Amerykę
giną pod Termopilami
umierają na krzyżach
zdobywają kosmos

stare kobiety wychodzą o świcie
do miasta kupują mleko chleb
mięso przyprawiają zupę
otwierają okna

tylko głupcy śmieją się
ze starych kobiet
brzydkich kobiet
złych kobiet

bo to są piękne kobiety
dobre kobiety
stare kobiety
są jajem
są tajemnicą bez tajemnicy
są kulą która się toczy

stare kobiety
są mumiami
świętych kotów

są małymi
pomarszczonymi
wysychającymi
źródłami owocami
albo tłustymi
owalnymi buddami

kiedy umierają
z oka wypływa
łza
i łączy się
na ustach z uśmiechem
młodej dziewczyny

1963

z tomu Twarz trzecia (1968)

To jeden z moich starych ulubionych wierszy Tadeusza Różewicza. Sam nie wiem dlaczego. Może pociąga mnie w nim ciągły dualizm: kobiety i wielcy świata, zwyczajne czynności i jedyne w historii świata czyny. Najbardziej jednak cenię w tym wierszu pochwałę codzienności, zatrzymanie się na prostych gestach, zapomnianym poświęceniu szarego dnia i to nie kogoś anonimowego, lecz własnie kobiet, starych kobiet. Sam śmieję się z tzw. moherów, nie dostrzegam zaangażowania najbliższej mi żony, pomijam rzeczy-sprawy-czyny, które "mi się należą", gdyż "zawsze tak było", bo "ktoś to musiał zrobić"... Wiem jednak - Różewicz to mi przypomina - nic, co mnie otacza, nie wzięło się tak po prostu z siebie, nie stworzyło się, nie wyskoczyło z czyjegoś planu lub decyzji woli istoty wyższej. TO wzięło się z pomarszczonych rąk, z krzątaniny tłustych nóg, z niebrzydzenia się nosa, z wychodzenia o świcie i przychodzenia późno w nocy, z ciągłego wystawania za czymś. Wstyd mi, kiedy o tym myślę. Ja wolałbym - jak pewnie wielu facetów - dużego efektu w krótkim czasie, a nie cierpliwego ucierania ciasta i czekania bez czekania na nagrody. Coraz częściej myślę sobie: to dla syna, dla żony. Bez patosu, udawania wzniosłości, po prostu "dla". A potem szybciutko wraca zwyczajny dzień z dzieckiem i noc w pracy i nie ma czasu na bohaterstwa tylko "teraz". No to idę do tego parku, bo mój syn traci cierpliwość...


15 czerwca 2012

Newsy czerwcowe

No cóż zostałem nałogowcem czyli: mam na imię intervallum i jestem nałogowym szachistą. Choć gra nie daje mi pieniędzy - przeciwnie: zabiera cenny czas, który by można wykorzystać w celu dźwignięcia budżetu domowego oraz ściąga na męską głowę błyskawice żony - poświęcam jej sporo sił nie tyko psychicznych, marnuję energię elektryczną, żeby grać na komputerze i ładuję ciągle baterię w komórce, bo tam też często korzystam z programików (wcale już nie słabych) do grania z innymi i samym silniczkiem, a także umawiam się na spotkania w bibliotece co też kosztuje niejedną złotówkę. Uff wyszło to ze mnie. Ale grać nie przestanę, mimo licznych porażek itp.

A teraz dwie informacje, które zrobiły na mnie wrażenie:

1. http://www.blog.konikowski.net/2012/06/13/40-sparkassen-chess-meeting/ Aż chce się krzyknąć: nasi do boju! Gratulacje dla Pana Bartla i powodzenia w Dortmundzie.

2. Odbywa się kolejny Memoriał Tala (Moskwa 7-18.06.2012), w którym gra 10 arcymistrzów - wszyscy z rankingiem ponad 2700. Grają także wszyscy, którzy mają obecnie ranking przekraczający 2800 (Carlsen, Aronian i Kramnik). Świetna partia Nakamury (dzięki postowi http://szacharnia.blogspot.com/2012/06/rosja-pierwsza-wygrana-nakamury-w.html) do obejrzenia także tu: http://online.russiachess.org/#2012/06/tal2012/round6/Morozevich:Nakamura.

8 czerwca 2012

Do stu tysięcy indyjskich bogów!

Później chyba się nie godzi, ale trzeba – ba! obowiązek w minimalnym stopniu, bo raczej czysta przyjemność, którą promieniuje serce miłośnika tajemniczej Caissy - złożyć przemiłe gratulacje Panu Anandowi.

Przyczyny znane. I niech mi bogowie z Półwyspu Indyjskiego wybaczą termin i formę pożal się… Z resztą muszę także wyznać ambiwalentnie, z przykrością zaprawioną szczyptą autosatysfakcji, że był to mój 1. raz: od technikum, sporadycznie ustawiając bierki na szachownicy, trwał mój niesławny sen o ideałach, aż wreszcie kur zapiał i rozpłakałem się ku nawróceniu d2-d4 np. widząc. Tak więc oparłszy głowę na królewskich łonach czarno-białych dałem się uwieść do Galerii Trietiakowskiej (oj to nie jest słowo dla nie-Słowianina – 0:1 dla Gelfanda) i tamże pozostałem niefizycznie do tie-break’u, czyli, jak chcą niektórzy polscy mistrzowie komentujący dla chessbrains 12. partię, do dogrywki („fuj z tym angielskim tie-break’iem” – cytat, czyli 1:1 tj. punkt dla Ananda, bo jak wiadomo Izrael i USA… to strefa j. ang.). Otóż to. Pantera hindusa doigrała się w końcu zwycięskiego punktu a żydowski lew doliczył się miliona w dolarach. Wilk syty…
Tak, odpowiadam, podobało mi się wszystko mimo wszystko. Tak, dziękuję, doczekałem się. Bo, jak wcześniej tu wysmarowałem w poście (dziwne słowo post), czekałem niecierpliwie na jeszcze z walki mocarzy w światowych szachach i było. A podobnie jak nb. szachista i autor bloga Psychologia i Szachy Krzysztof Jopek domyślam się totalnej niemodności pojęcia "czekać", lecz nie poddaję się wzorem jenerała Sowińskiego i - solennie przyrzekam - że cnoty owej strzec będę. Nie wiem w sumie co myśleć o tzw. poziomie, gdyż się nie znam, ale (to „ale” ma zawsze kluczowe znaczenie) próbowałem nieco sam z mistrzami popolemizować za pomocą programu szachowego Arena (który mnie zawsze „rozkłada”) i nic; a ponadto nie przekonują mnie rozróżnienia niejakiego Fischera Roberta nt. mistrza FIDE i świata, że niby to co innego. Może mi kto wyjaśni? Dla mnie to wsio rawno. Obaj są masterami co by tu nie naargumentować i kropa. Słusznie też GM Gajek podsumował ich walkę do wagi ciężkiej w boksie. Krwi nie było dużo. Chodzi o punkty. Na nokaut nikt pewnie liczył. Wreszcie na szczęście wspomniana szerzej dogrywka wyzwoliła nieco rumieńców - jeśli nie okolicznościowych pysznych, że palce lizać, wypieków – i sprawa (oj na licach Borysa! Stąd punkt dla Wisziego i mamy 2:1!) po śląsku mówiąc się rypła. Obyło się w naszym ostatnim roku Ziemi – przypominam o naglącym proroctwie Majów 12-12-(20)12 czy jakoś tak (więc: 3x6x2 czyli podwójne 6+6+6 strach się bać) - bez armagedonu skądinąd ciekawego do bólu.

Summa summarum: żyje król, niech żyje król!
Vivat Anand!
I może co jeszcze
w innej formie o tym zamieszczę,
bo katastrofizm Ildefonsa G.
porusza bardzo mnie
i za nos mnie wodzi
po Moskwie gdyśmy byli młodzi
tj. za czasów Imć Wolanda,
vel Ananda,
vel Gelfanda…
Zobaczy się jak bóg da
i nie będzie draw.

20 maja 2012

Szachowy szczyt

W sumie tylko lekko zastanawiałem się czy to ów "szczyt" czy po prostu mistrzowski "czarny" szlak na ośmiotysięcznik. Bo są równie wybitni żyjący aktualnie szachiści i szlak to czarno-biały de facto (a kolor nie wskazuje stopnia trudności, turysto górski). Niemniej warto. Dla mnie to przyczynek do analizy oraz emocje. Tak, EMOCJE. Nie samą piłką człowiek, do jasnej ciasnej, żyje. Bo jeszcze się nie zaczęło to EŁRO SPOKO a już nie mogę słuchać. Wracam do emocji: miały być i są. Nawet nie potrzebuję wyników partii, jak się to mądrze mówi, rezultatywnych. Remisowy rezultat mi wystarcza, choć oczywiście czekam na to co dziś. Bo w 7. partii Viswanathan Anand (Indie) oddał zwycięski punkt pretendentowi Borysowi Gelfandowi (Izrael). 3:4 wreszcie panowie a nie po równo. Przyznaję jednak - nie nadążam za nimi. To chyba szczyt i to w pięknej moskiewskiej Galerii Tretiakowskiej. Poza tym fundusz nagród wynosi ponad 2.5 miliona dolarów do podziału: zwycięzca otrzyma 1,53 mln dolarów, pokonany - 1,02 mln. Jak donosi  www.pzszach.org  "Zgodnie z regulaminem, mecz składa się z 12 partii. Zwycięża ten zawodnik, który pierwszy osiągnie 6,5 punktu - w przypadku uzyskania takiego wyniku z mniejszej liczby partii, mecz może zakończyć się wcześniej. W przypadku zakończenia meczu remisem, zostanie przeprowadzona dogrywka - 4 partie tempem 25 minut + 10 sekund na ruch dla zawodnika". Na koniec dodam, że siedzę na http://anandgelfand.chessbrains.pl/ oraz rzecz jasna na wizji http://moscow2012.fide.com/en/. Czekam na jeszcze, z niecierpliwością i łezką w oku zaglądając do emocjonującej książki pana Krzysztofa Pytla O koronę szachową Karpow-Kasparow też w Moskwie w 1984-85...

16 maja 2012

Rumieńce poezji

Świeżo po spotkaniu z dr. Michałem Rusinkiem, a także po lekturze Wystarczy Szymborskiej oraz w trakcie Różewicza... cóż pisać jak nie o poezji? Lecz nie wiem po co? Tłum ludu nie świadczy o kondycji poezji. Gradu pytań z resztą nie było. Kapuśniaczek raczej. Były 1. Sekretarz :) mówił o ekfrazach Noblistki. Przepyszne. Te Rubensy, Vermeery, mozaiki raweńskie i średniowieczne doskonale tłuste końskie zady. Ale po co to? Bumerang sensu nie daje mi teraz zasnąć. W sumie dobrze mi tak. Nocna zmiana okaże się może owocna w jakieś zamyślenia. Lecz rumieńce poezji nie dają mi spokoju. Są zbyt. No zbyt i kropka. Wiersz jest w środku i gdzieś w konkrecie życia. Ani w książkach ani w teoriach ani uniesieniach choćby naj. Wiemy to przecież.

11 maja 2012

Różewicza: Elegia na śmierć...


Czytam, nie to złe słowo, zamyślam się nad Różewiczem. A wpadł mi w ręce wybór Jego wierszy Niepokój wydany w 1980 roku przez Ossolineum. Tomik ponad 600 stron. Do zbioru Regio (1969). Czytam więc, ale od końca, na przekór nie wiem czemu. Pewnie sobie, swej doskonałości poznawania. Nawet nie chcę wszystkiego od razu zrozumieć. Wiem – to przeszkadzałoby w dotarciu do sensu, który jest dla mnie hic et nunc.
Pierwsze duże wrażenie przyszło w utworze Elegia na śmierć czternastoletniego chłopca. Kiedyś go czytałem i tamte uczucia jakoś wróciły. Gniew, rozczarowanie, pretensje, smutek, żal. Pomyślałem o moim ukochanym synu. A gdyby i on kochał się nieszczęśliwie…Nie chcę kończyć zdania. Nie wiem, co by było, lecz chyba przeczuwam – z pewnością niedoskonale, zaledwie – co kryje się za zmienionym głosem, łamiącym się głosem, za osypującym się głosem przyjaciela. Ktoś powie, że to nietrudne, zrozumieć powagę sytuacji ojca. Możliwe. Lecz sam zabieg intelektualny nie wystarcza, mnie nie wystarcza. Chodzi o miłość. Jest doprawdy tajemnicą, dla której możliwy jest krańcowy sprzeciw wobec życia.



Elegia na śmierć czternastoletniego chłopca

W kabinie telefonicznej
w migotaniu świateł
wielkiego hotelu
zimą roku 1957

usłyszałem zmieniony głos
przyjaciela
„stało się coś strasznego”

potem była cisza
„nie przychodź do nas”

głos łamał się kruszył
osypywał

czarna słuchawka
w uchwycie dłoni
rozgrzewała się

znieruchomiała
jak żywe stworzenie

powiesiłem ją
widziałem
tarczę z cyframi sznur
automat

drzwi obrotowe
lśniąc i iskrząc
wyrzucały futra ciała
uśmiechy słowa

wróciłem do siebie

przez okno widziałem
ścianę czynszowego domu
czarną szczecinę anten
na dachach

po godzinie usłyszałem głos
znajomej
„wczoraj powiesił się
czternastoletni syn
twojego przyjaciela
kiedy rodzice wrócili
do domu
zobaczyli w łazience
wisielca
swoje dziecko

ludzi mówią
że chłopiec kochał się
nieszczęśliwie
w pięknej dojrzałej
kobiecie”

Opadały mgły
w świetle dziennym
życie chłopca
wynurzało się
powoli

biały
przeźroczysty szczyt
z czarnym olbrzymim
odwłokiem śmierci
pogrążonym
w kanałach wielkiego
miasta

9 maja 2012

Na Wschodzie bez zmian

To dziwne, że oboje: żona i ja siedzieliśmy z uwagą przed telewizorem. Zazwyczaj są jakieś tarcia, bo jedno chce a inne... Połączył nas Putin. Spodziewałem się przepychu Kremla, dopięcia na ostatni guzik i sekundę, ale jedno, jedno mnie zupełnie zaskoczyło. Nie posągowa twarz nowego cara Wszechrosji. Pustki. Ulice potężnej Moskwy były całkowicie puste. Wytrzeszczaliśmy oczy szukając choćby psa z kulawą nogą. Pusto. Gdzie podziało się kilkanaście milionów obywateli? Przecież nie mogli ich zamieść pod dywan. Kazali im siedzieć w domu - jak my siedzieliśmy - przed kanałem państwowej TV? Tam zobaczycie wszystko lepiej i wygodniej. Nie kleją mi się te hipotezy. Pusto. A natura nie lubi próżni. To może się źle skończyć jakimś tremendum, horrorem. Nie wiem: może to pustka ironiczna. Specjalne taką wywołali - tym ich bardzo długim weekendem - żeby dać nieco spokoju Organizatorom życia publicznego Moskwy. A potem wszystko wróci do pełni. Zaludni się jak po potopie. Nie... to pachnie Bułhakowem. Z resztą nie wszyscy mogliby dostać się do teatru Variétés, to jest przepraszam do pałacu kremlowskiego. Pusta Moskwa mnie powaliła. Podobno to największe miasto Europy. Nie wierzę teraz. widziałem pustkę. Takie ulice kojarzą mi się z wojną, z godziną a policyjną w PRL, z okupacją dowolnej maści. Wyludnione ulice Czarnobyla i Fukushimy rozumiem. Zaludnione do ostatniego metra ulice Nowego Jorku, Brazylii czy Bombaju też. Moskwy nie pojmuję. Pustka. W środku miasta i w mojej głowie. Pusto mi Boże. 

PS. Po cichu jednak liczę, że to pozorna przejściowa sztuczna pustka. Zmiany idą.

1 maja 2012

Usłyszeć Cuefx i... umrzeć

Formacja nazywa się Cuefx a płyta International Post-War Chill. Trafiłem na nią dziś (dopiero) buszując po jazzowych stronach blogspotu. Całość do posłuchania lub/i kupienia na  exportlabel.bandcamp.com/album/international-post-war-chill od kilku miesuęcy 2012. Nie wiem jak znaleźć coś więcej o tej grupie. Wiem, że pochodzi z BYTOMIA. Tak, to w Polsce. Serio. Wystarczy wejść na  soundcloud.com/cuefx. Na  antymuza.pl znajduje się fantastyczny opis albumu, który w znacznej części przytaczam:

Intro (Culture Industry)  Na początku dźwięki czepiają się naszych ubrań i wyrywają nas z szarej ulicy w psychodeliczną mgławicę jazzu. W podróż zabieramy  stary zepsuty gramofon i stary telewizor.
Internal Conflict Zaczyna się spokojnie, hip-hopowo bassowe intro. Ciężki bass. Bardzo przestrzenny utwór. Już tutaj pojawiają się wpływy muzyki tybetańskiej. Starych ludów, kultur wschodu,zachodu, australii amazonii,co chcecie!  Instrumenty które od zawsze pojawiały się w rytualnej muzyce. Różnego rodzaju flety  oraz ulubione didgeridoo.
Neurodramatic Hip Hop (Part 1)  Płynnie przechodzi w saksofony i przenosimy się do starego Nowego Jorku z saksofonem w walizce.
International Post-War Chill  Kościelny jazz. Krajobraz wyludnionego powojennego miasta i  zacięty hejnał z rozwalonej wieży. Wszystko bardzo rytmiczne,bardzo niesie. Kończy się zepsutym radiem.
War (Skit) Wchodzimy w szalony świat nu – jazzu. Przejściem.
Who Wants A Bomb  (In Memory Of Allen Ginsberg) Kto chce bombę? Na pewno nie Allen Ginsberg którego pamięci poświęcona jest ta piosenka. Mamy iść się pierdolić ze swoją bombą atomową – jak mówi Ginsberg w wierszu „Ameryka”. W swingujący rytm.
Re-Manhattan Blues Znowu niesie nas na Manhattan.
Neurodramatic Hip Hop (Part 2) Oba neurodramatyczne hip hopy mają w sobie dzikość nu – jazzu, noc Nowego Jorku i swag hip hopu.
Scaring The Buddhist Dlaczego Cuefx chcieli przestraszyć buddystę? Nie wiemy ale na specjalnym nagraniu słychać jak mimo wszystkich mechanicznych metalicznych dźwięków tłoków i fabryk którymi chcieli go straszyć, on spogląda na nich z uśmiechem i dalej obracając paciorki w palcach śpiewa niewzruszenie mantrę wielkiego współczucia.
25 Years Of True Love Jazz. Wojskowy jazz. Jazz żołnierza zmuszonego wyjechać na wojnę,wracającego po 25 latach do wyludnionego rozwalonego miasta. Fucking sorrow. With milk?
Outro (City Traffic) Autostrada wyprowadzająca nas z miasta.
-----
Dobre w warstwie słownej i usznej. Nie? Swoje preferencje muzyczne sami Wykonawcy na T-Moblile-Music.pl ujmują tak:
cuefx electonics nujazz dubstep beats broken jazz chill downtempo avantgarde noise future and old.
W RadioJazz.fm Ryszrd Skrzypiec ujawnia skład: "W nagraniu albumu wzięli udział: Dominik Strycharski (flety, wokale, tekst), Aleksander Papierz (saksofony), Tomasz Barzęc (trąbka, głos) i Jacek Latoń (Cuefx), który czuwał nad całością i spajał każdy dźwięk tak, abyśmy mogli poznać w pełni International Post-War Chill. Gościnnie wystąpili prof. Tadeusz Slawek (wykład), dj Jazzbin (skrecze) oraz Elwira Skrobska (głos)."
A na koniec - jak zawsze fantastyczna - recenzja albumu CUEFX Bartka Chacińskiego w Polityce.pl pod tytułem CHILL ME OUT.
Co robić 1.maja gdy upał niemiłosiernie tnie wlewa się itp.? Może CUEFX... i umrzeć.