1 października 2013

Małżeński alfabet


1234 zł KOCHAM
Do: Żona
30-09-2013 07:48

M jak miłość nastawiłam na nagrywanie. Masz tylko włączyć dekoder :)
Od: Żona
30-09-2013 08:21*

*********************



Zadziwiająca historia miłości dwojga osób: ich kontakty, rozmowy, uczucia, wspólne wysiłki, posiłki, dzieci, sen. Oboje jakże praktyczni, zatroskani o ich bytowe tu i teraz, a nawet tam i o 20:40. Jak podsumować ów czarowny dwugłos małżeński? K jak konto, D jak dekoder i M jak "mało miejsca na karcie pamięci".

* wszystko wg oryginału w mojej komórce tj. telefonie i w szarej niejednej też oraz na moim foto nad morzem (zwierzęciu nie stała się krzywda oraz nie brało udziału w żadnym eksperymencie poniżającemu jego zwierzęcą godność, choć niestety nie wyraziło sprzeciwu wobec faktu fotografowania) 

1 września 2013

Wspomnienia z wakacji... jeszcze świeże

Władysławowo - port rybacki tego lata.
Nie, to Gdynia! Ale niżej już Władek - jak to mówią.

 A tam nieoczywiste spotkanie (jeszcze w uszach ryk piły).








 Potem coś na ząb i...

 ... i dla ducha, choć to tylko warcaby (w dojmującym deszczu nawet).



Na szczęście poza kamieniami na plaży...
... można znaleźć coś jeszcze. Własnoręcznie z samego rana. Piękne.


8 sierpnia 2013

Letni sen

W oczekiwaniu na nocną podróż nad morze zasnąłem z falami gorąca w środku dnia. Inna kwestią jest wczesnoporanna wyprawa z synem nad stawy jeszcze trochę chłodne albo w ogóle znośne dla takich jak my turystów, którzy mogą zaledwie oglądać wracające do domów wiaderka wędkarskie, przewieszone na ramach rowerów, po całonocnym oczekiwaniu na efekty brania. Bajkowy jak zazwyczaj krajobraz musiałem pożegnać, bo inna woda wzywała mnie.

I przyszedł dla zmęczonego nocą i porankiem sen. Żona mówiła coś o pakowaniu, syn opowiadał coś na uchem... a ja śniłem.

Drugi to był dziwny szachowy sen w moim życiu. I znów bohaterem stał się słynny Arcymistrz. Tym razem Bobby Fischer! Zdębiałem kiedy zaczął ze mną rozmowę. Był starszy niż z lat siedemdziesiątych XX wieku. Zapytałem go o dwie sprawy: dlaczego skrywał się tyle lat? oraz: czy może nie wie co dzieje się z kanadyjskim arcymistrzem Kevinem Spraggettem, bo jego blog nie działa, a jeszcze dziś rano analizowałem partię: Danny Kopec vs Kevin Spraggett graną w Toronto w 1976 (Sicilian Defense: Old Sicilian - B30 z kontrowersyjnym wynikiem po 19. posunięciach 0-1?)? Cały Bobby przede mną! Nie do wiary.

7 sierpnia 2013

Dylematy lata

Pseudodylematy - wybieram wszystko! Zwłaszcza, że wszystko własnej (żona też miała słodki wkład sernikowy) produkcji. Poza nieśmiertelnymi szachami oczywiście.




3 sierpnia 2013

Lista przedwakacyjna

Pomyślałem, że ocalę niektóre ulotne kartki, które towarzyszyły mi czasem w pracy (tak podczas pracy!) przemieniając interesującą treścią, nudne długie godziny monotonnych czynności w nienudne minuty, a nawet interesujące godziny, swoistego odłączenia mózgu, lub raczej przeniesienia myśli w zupełnie inne obszary, od upływającego na szczęście czasu z dala od domu. Ocalenie to tylko w spisie i to na tym "cyfrowym papierze", którego trwałości nie umiem przewidzieć. Trwałość kartek leżących przede mną będzie krótka: trochę pomięte, poplamione, pobrudzone czarnym pyłem zakładowym, pokreślone długopisem, z pozaginanymi rogami... nie mają wielkich szans na kolejną lekturę. Do dzieła! A były to takie artykuły, fragmenty z prasy itp. w różnorakiej kolejności i bez pretensji do pełnych tytułów i źródeł:


  • Rozmowa Marcina Rotkiewicza z prof. Stanisławem Karpińskim, biotechnologiem ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, o modyfikacjach genetycznych drzew.
  • Co ma wspólnego amerykański projekt lotów wahadłowców kosmicznych i zachodnioniemiecki astronauta Ulf Merbold z Mirosławem Hermaszewskim? Pozornie nic, ale to dzięki nim Polak poleciał w kosmos.
  • Ludobójstwo jako atrakcja turystyczna. Tak będzie. Podzielam irytację, jaką wywołał pomysł władz i obywateli Radymna, aby przeprowadzić tam rekonstrukcję napadu UPA na polską wioskę zakończoną spaleniem wsi. Podzielam ją, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że krytyka takich przedsięwzięć to walka z wiatrakami.
  • Jesteśmy zwierzętami. Brojlery czują ból przez całe życie. Wypala im się dzioby, aby w stresie nie zadawały sobie ran. Życie zwierząt w przemysłowej hodowli jest jeszcze straszniejsze niż śmierć - obojętnie: rytualna czy "zwykła". Marcin Kowalski rozmawia z prof. Andrzejem Elżanowskim.
  • Marcin Kołodziejczyk: Czy jest życie poza Facebookiem? Piękni i towarzyscy. Jeśli moja nieobecność na Facebooku oznacza, że nie żyję – to ja chętnie umarłem.
  • Rozmowa Krzysztofa Jopka z FM Waldemarem Świciem ze strony psychologiaiszachy.blogspot.com.
  • Czara dziura w galaktyce odległej o 47 milionów lat spowodowała rozerwanie obiektu o masie mniejszej niż gwiazdowa (ESA). Badania dra Marka Nikołajuka z Uniwersytetu w Białymstoku - PAP.
  • Stanowisko Wydziału Nauk Biologicznych i Rolniczych PAN w sprawie organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO) w rolnictwie (18-05-2012).
  • Rafał Krzysztof Ohme: Irracjonalność homo sapiens.
  • Irena Szumiel: Co dała światu uparta Polka, czyli od narodzin chemii radiacyjnej po współczesną biologię molekularną.
  • Czesław Miłosz: W mojej ojczyźnie, Sens, Obłoki, Nadzieja, Ganek, Granica, Jadalnia, Moja wierna mowo, Gucio zaczarowany.
  • Wisława Szymborska: Możliwości, Mapa, Niektórzy lubią poezję, Chmury, Przemówienie noblowskie.

27 lipca 2013

Wszyscy jesteśmy idiotami

Powyższy tytuł nie odnosi się do jakichś „wszystkich”, bo takich po prostu nie ma. Zbiór niepewny, jednak istnieją elementy tego zbioru. Gdzie? W mojej korporacji. To znaczy nie mojej, lecz „mojej” przez zależność finansową. A więc tam są idioci. Wszystko na to wskazuje, że gdyby nakręcić film (obyczajowy, sensacyjny, erotyczny też, a już na pewno tasiemcowy serial), to dałbym mu taki tytuł. Tyle słowem wstępu tytułowego.
Bohaterami filmu są oczywiści idioci. To zwykli ludzie, przeciętni i nudni jak flaki z olejem, dla których (dla ludzi owych - nie flaków) cytuję: „Szkło to jest szkło, a puszka to jest puszka” (Bronek). O co chodzi wie ten, kto choć raz wdał się w dyskusję o czymkolwiek, na jakikolwiek temat. Przesadzam oczywiście. Celowo. Przecież wszyscy nie są tacy sami. Łączy jednak idiotów stosunek do pracy. O tak! To brzemienne w treść słowo znane jest bardziej jako „robota”, „harówa”, „zmiana”… Ona dosłownie wszystkich idiotów zrównuje, ścina wszelkie nierówności, wali w pysk każdego bez wyjątku, wykańcza pod koniec zmiany, deprawuje i głaszcze szorstką zarobioną ręką robolską, a wreszcie karmi, co Dziesiątego każdego miesiąca, ku czci Matki Boskiej Pieniężnej.

W takim krótkim odcinku trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie stawiane jak mantra po każdorazowej porażce, błędzie, pomyłce: dlaczego? Dlaczego my robotnicy „jesteśmy idiotami”? Właśnie tu jest istota problemu. Nie jesteśmy bowiem idiotami sami z siebie (choć to zapewne możliwe), nie jesteśmy idiotami, bo chcemy nimi być. Idiotami jesteśmy, gdyż takimi nas widzi naczelne oko korporacji oraz podległe rozmaite mu mniejsze oczka tej piętrzącej się nie-do-ogarnięcia struktury firmy. One widzą nas idiotami i kropka. Przejawy tego idiototwornego wzroku i skutki zidiocenia później.

6 lipca 2013

Wiem, że śnię

Towarzyszą mi ostatnio dwa teksty, dwie myśli. Pierwszy należy do Wisławy Szymborskiej, drugi do Ryska Riedla. Noblistka przemawiała w 1996 r. a Dżem grał utwór Wokół sami lunatycy na płycie The Singles w 1992 r. Wiedza i sen. Pewność i marzenia. Poszukiwania i bierność. Warto przeczytać i warto posłuchać.

Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego "nie wiem".
…wszelka wiedza, która nie wyłania z siebie nowych pytań, staje się w szybkim czasie martwa, traci temperaturę sprzyjającą życiu.
Dlatego tak wysoko sobie cenię dwa małe słowa: "nie wiem". Małe, ale mocno uskrzydlone. Rozszerzające nam życie na obszary, które mieszczą się w nas samych i obszary, w których zawieszona jest nasza nikła Ziemia. Gdyby Izaak Newton nie powiedział sobie "nie wiem", jabłka w ogródku mogłyby spadać na jego oczach jak grad, a on w najlepszym razie schylałby się po nie i zjadał z apetytem. Gdyby moja rodaczka Maria Skłodowska-Curie nie powiedziała sobie "nie wiem", zostałaby pewnie nauczycielką chemii na pensji dla panienek z dobrych domów, i na tej - skądinąd zacnej - pracy upłynęłoby jej życie. Ale powtarzała sobie "nie wiem" i te właśnie słowa przywiodły ją, i to dwukrotnie, do Sztokholmu, gdzie ludzi o duchu niespokojnym i wiecznie poszukującym nagradza się Nagrodą Nobla.
Poeta również, jeśli jest prawdziwym poetą, musi ciągle powtarzać sobie "nie wiem". Każdym utworem próbuje na to odpowiedzieć, ale kiedy tylko postawi kropkę, już ogarnia go wahanie, już zaczyna sobie zdawać sprawę, że jest to odpowiedź tymczasowa i absolutnie niewystarczająca.

Sen to zło, nie ma złudzeń
Sen ogarnął wszystkich ludzi
Czarno wokół, miasto śpi
Nikt nie może się obudzić
Kot na dachu, szczur w kanale
Księżyc kusi mundurki białe
Zielonego światła brak

Ref: Lunatycy otaczają mnie O, o, o !

Bloki czarne cień rzucają
A z otwartych, ślepych okien jak łzy białe
Lunatycy uciekają
Lunatycy uciekają
Zakochani w sobie
Wokół same lustra otaczają ich
Nie widzą nic nie, nie słyszą nic, nic nie czują


25 czerwca 2013

Rok Kultury 2013

Moje miasto Oświęcim ogłosiło coś takiego j. w. w tytule i jak niżej, co widać (własne foto).

I nie czepiam się, bo wiele wiele dzieję się i będzie jeszcze sporo. (Szkoda tylko, że pieniędzy mniej, a co drugi tydzień 2. zmiana tj. tydzień prawie z głowy). Boszszsz jakie nazwiska! Aż w dołku ściska. I poezja ukochana nawet chodnikowa też:
I mural nr 2, obok tego nr 1, co go niemal z okna widzę robi wrażenie:
I powtarzam raz jeszcze nie czepiam się, ALE pod tymże muralem nr 2 oraz na przeciwko sławetnego po czasy wsze napisu o Roku, jakieś 20 m od "chodnikowej"... co? No to:


Różne ujęcia gwarantują pełny ogląd sytuacji. A jest następujący: kosz też ma prawo do nie-bycia-samemu i w imię powrotu do korzeni (choć nie kolegi świerka) - biedny stracony bo nie dający perspektywy segregacyjnej (info: od 1. lipca 2013!) kosz ! - chowa się nieudolnie w cieniu oświęcimskiego Picea abies pojękując metalicznie:


oj nie porrecę jak ptaki
krrapa panowie krrapa
a w szczegórre i w ogórre
ja prromować chcę KURTURĘ!

23 czerwca 2013

"Ku polu chwały!"

Wreszcie obnażyłem siebie. Publicznie, choć przed nielicznie "oglądającymi" - wolałbym przed czytającymi z jako takim zrozumieniem. W czerwcu 2013 wrzuciłem pierwszy raz kilka wierszy. Niby nic. W sieci takich "obnażeń" codziennie pewnie na tysiące. Moje nie jest szczególne. Coś zrozumiałem: wiem DLACZEGO kiedyś WSTYDZIŁEM SIĘ albo OBAWIAŁEM własnego pisania wierszy i ujawniania ich treści. Dlaczego NIE publikowałem swych wierszy?

  1. wstyd przed okazaniem uczuć
  2. lęk przed wyśmianiem
  3. obawa przed krytyką - a co jeśli te wypociny są naprawdę takie słabe?
  4. fałszywa skromność czyli obłudne poczucie wyższości pisania "do szuflady"
Z dwóch pierwszych przyczyn szybko się wyrasta. Pozostałe blokują grafomanów takich jak ja, na pewien czas dając złudne wrażenie pisarza na wygnaniu; geniusza uwikłanego w zarobkowanie - więc bez czasu na prawdziwą twórczość; ukrytego przed wzrokiem taniej publiczności rzadkiego kwiatu, który tylko czeka, aby zabłysnąć i olśnić oślepić świat bogactwem - a wtedy klękną narody! etc. No cóż chyba w największym skrócie i "najgolej" jak mogę prezentują się powody nieujawniania "wspaniałości" warsztatu pisarskiego i jego owoców. Tfu...

Dobrze, więc dlaczego teraz zaczynam ujawniać wiersze?
  1. nie wstydzę się swych uczuć - choć i tak nie wszystkie są "na pokaz"
  2. nie boję się śmiechu - czytającym mówię: na zdrowie!
  3. nie obawiam się krytyki, bo domyślam się, że to marności
  4. nie będę już udawać lepszego - wierszowane grafomaństwo moje to moja sprawa, a reszta należy do czytelnika, mnie już nie ma
Na koniec pozostaje pytanie po co w ogóle są te moje wiersze, skąd to się bierze, dla kogo...? Sam nie wiem. Jestem jak owładnięty duchem Jan Apostoł, który czytając sam się dziwi. I teraz się nie dziwię, że w to nikt nie wierzy. Natchnienie? Inspiracja z...? No tak jest coś takiego. ale to żaden duch ni puch. Ów "kop" czasem nachodzi tych pseudopoetów jak ja. Wtedy, żeby dać upust "nadwyżce" czego we mnie piszę, albo ubieram w słowa uczucia, przeżycia, spostrzeżenia, których nie da się chyba wyrazić (a może lepiej: nie wiem jak inaczej) w innej formie.

Dalej pisać nie mogę, bo wzywają mnie "kupole chwały!".

2 czerwca 2013

Nie samym VIP-em człowiek żyje, czyli ach… Warszawo!

Dałem się złapać we własne sieci.
Sieci chwały.
Dosięgły mnie.
A ja się nie oparłem, ani się cofnąłem.
Przeciwnie: szybko kupiłem bilet „tam” i pół „nazad”.
Wsadziłem grzbiet mój w IC Chopin,a policzki moje rumieńcem się chwały
oblały.
No i pojechawszy oblazłem karaluchem Stare Miasto,
wyssałem soki historii
i wypatrzyłem Kolumnę, Kopernika nadwiślańskiego i dziwny Sąd Najwyższy.
Niech Poeta (K.I.G.) mi wybaczy przegapienie Jego ulicy,
Syrenka – niewiedzę lokalizacji
a Chopin łazienkowski – brak czasu.

Noc długa bezsenna mnie spłodziła dla Stolicy na Śląsku Cieszyńskim,
gdzie ptaków pierwsze ćwierkanie już o 2:20
a chłód nadszedł trzecią przed Słońcem.
Rękę Pani Prof. ucałowałem nabożnie
i ostrożnie.
Siadłem wreszcie.
Obciążony nagrodami pociłem się jak szczur,
bo dzień parny był przedbożocielny.

Piękna jesteś Warszawo.
Inna niż inne miasta krajowe.
Podszyta władzą.
Jakby „niech widzą!” tu słychać.
I cierpienie i głupotę też zasadniczą pokazową.
Wielka jesteś,
dziwna,
upadła decyzjami.
Bo obok pomników PRL-u strzelają błękity europejskie XXI wieku.
Ale kawa 8 zł, tyleż byle ciasto do tego, piwo ponoć dycha.
Uciec na przedmieścia trzeba. Albo na wieś spokojną bez metra.
Nie, nagroda w centrum kusi
i człek iść musi.

Nie warto.
Gadka szmatka
i się skończyło.
Kieszeń pusta,
księgi w tonach,
ach, ach Warszawo.
Nie brawo.
Najważniejsze „INSIDE” ,
a drugim razem odwiedzę Cię z Rodziną.

„Nastawienia” społeczne? Dla karzełków,
Recenzje niedorzeczne? Dla zgiełku.
Poeto, pluń gdzie
...
władza chadza.